Seria niefortunnych zdarzeń

Dzień zaczął się jak każdy inny – dzwonkiem budzika. Tak już mamy w tym współczesnym świecie, że nie da się pospać do… wschodu słońca? A w przypadku Kwoki nie da się pospać do czasu pobudki przez dzieci – jak to bywa w weekendy.

Zatem.

7:00

Kurnik budzi się do życia po kolei, każdy w swoim rytmie, wedle potrzeb i zobowiązań. Wyjątkowe jest to , że dzisiaj rano wszyscy się spotykamy ( zazwyczaj jakieś Piórko już wyleci, zanim reszta się wykokosi z gniazdek). Lekkie zamieszanie. Ubieranie. Śniadanie. Zdania wypowiadane w przelocie, jakieś ustalenia. Przytulasy i wygłupy.

8:00

Do pionu postawiło nas pukanie do drzwi. To Melon. Przyjaciel Pisklaka, który wstępuje co rano, aby nas pogonić do przedszkola ( dosłownie i w przenośni 🙂 ) , to dzięki niemu pokonujemy trasę o wiele szybciej. Za drzwiami była też Everest – dziewczyna Pisklaka, która co prawda chodzi do innego przedszkola, ale dzisiaj wszyscy spotkali się przed blokiem. To nasi odlotowi sąsiedzi ( my należymy do nielotów, ale sąsiadów mamy odlotowych ).

Tak szybko i tak sprawnie się dzisiaj zebraliśmy i dotarliśmy do przedszkola, że cała byłam w skowronkach (kura w skowronkach – tego jeszcze tu nie było 😀 ) Butki. Paputki. Buziak. Przytulak. Pa Pa.

ok. 8:32

” U drzwi Twoich stoję Panie ” Znacie tę pieśń kościelną? W takich momentach ten fragment wybrzmiewa mi w głowie. Pisklak w przedszkolu. Kurczak w szkole. Kogut w pracy ( dzisiaj wyjątkowo w sąsiednim mieście). W domu spodziewam się Kogucika … Tyle że on już też wyszedł. Zakluczył. Stoję przy drzwiach i dociera do mnie , że w kieszeni mam tylko chusteczkę i kilka groszy. Klucze, telefon, pieniądze – wszystko jest bezpieczne w domu.

8:36

Ósme piętro. Sąsiadka. Ratuje ustaleniem godziny ( zegarka też nie mam). Szybka decyzja. Najbliżej mam do Kurczaka. Za chwilę zaczyna się przerwa, jak pójdę szybkim marszem, to zdążę i wezmę jego klucze.

8:50

Zlokalizowałam Kurczaka na pierwszym piętrze szkoły. Tylko dlaczego śpi, siedząc na szkolnym korytarzu ? What… ? Budzę go. Mówię w czym rzecz.

–  Nie wziąłem dzisiaj kluczy mamo.

( NIEEEEEEE !!! OK. Spokojnie). W tym momencie widzę spojrzenia dwóch nauczycielek.

– Ktoś panią poinformował? – zapytała wychowawczyni. – Kurczak tak przysypia i my nie wiemy , czy coś się dzieje, czy on nie śpi w nocy , może gra ? Nie wiemy co robić.

(Jak to co? Budzić ! Budzić! ) Przytulam. Zaprowadzam do poidełka. Wybudzam. Wkurzam. Uspokajam. Ponownie uspokajam. Uspokajam. Odsyłam na lekcje. Nie mam pewności czy uspokoiłam, ale na pewno obudziłam.

9:00

Wracam do domu bez kluczy ale za to ze łzami w oczach. To jest jeden z tych momentów, kiedy problemy Kurczaka sprawiają, że nic nie wiem, nic nie potrafię a Kwokowanie jest trudne jak rządzenie Ameryką.

9:10

Łzy otarte. Ósme piętro. Ta sama sąsiadka ( jak to dobrze , że jest fotografem i o poranku pracuje w zaciszu swojego domu. Jak to dobrze, że jest w domu). Ratuje. Użycza telefonu. Ustalam kiedy Kogucik ma przerwę ( e- dzienniki są super) Informuję męża o zaistniałym kryzysie. On informuje Kogucika, że pojawię się w szkole. ( messenger jest super ). Pożyczam pieniądze na bilet.

9:18

Wychodząc z budynku wpadam na koleżankę, której mam zrobić remake fryzury. Umówiłyśmy się na wieczór a tym czasem ona stoi pod drzwiami i próbuje się do mnie dostać ( wiadomo ! bezskutecznie! ). Ha! Nie tylko mi coś dzisiaj nie wyszło? Sorry Dżoana! Błąd komunikacji.

Nie idę po bilet. Nie po drodze. Kupię w autobusie. Jak można się domyślić, jedyne krople deszczu jakie dziś spadły, spadały dokładnie podczas mojego przejścia na przystanek. Wulgaryzmy z deczka zaczęły wypełniać moje myśli.

Nie wiem już która godzina. Nie wiem za ile ma być autobus. Wiem , że pierwszy , który podjechał nie miał w środku biletomatu. Do licha a jak w moim też nie będzie? Wyobraźnia już szaleje: widzę kontrolę, kanarów, policję a wśród nich ja taka bezbronna, bez biletu, bez dokumentów, bez pieniędzy i telefonu. Autobus podjeżdża. Ulga. Widzę z daleka biletomat. Radość. Z daleka jednak nie było widać, że ów automat nie działa. Nie da rady nic kupić. Ściskając w ręku drobne od sąsiadki ” patrzę jak wszystko zostaje w tyle ” Jadąc na gapę ustalam że aktualnie jest 9:26. Znaczy zdążę, jeśli jakiś kanar nie wyrzuci mnie znienacka ( kanar rzucający kurą … hmm).

9:40

Równo z dzwonkiem. Portier w szkole wita mnie szerokim uśmiechem ( nie znamy się. To nowa szkoła mojego Kogucika – dostał się do wybranego technikum , mogę się pochwalić , w końcu to mój blog 😉 )

– Dzień dobry. Nie mam zegarka ani telefonu… – nie kończę, bo pan mi wchodzi w słowo.

-Tu jest zegar- wskazuje na ścianę – a telefon mogę pani dać swój – z zadowoleniem pokazuje mi całe uzębienie. Miły człowiek. Idę za ciosem.

– A klucze do mieszkania ? – też się usmiecham

– O nie! Tego to już nie mam ! – i zanosi się śmiechem.

Taka ot błyskotliwa wymiana zdań. Zupełnie na miarę moich możliwości. Na szczęście w tym momencie nadchodzi Kogucik i wręcza mi klucze.

Plan wykonany.

Teraz już z górki. Idę na tramwaj. Co prawda jest dalej niż na autobus, ale zakładam, że po drodze jest więcej sklepów, może jakiś kiosk, gdzie kupię bilet. Lubię komfort w podróży. Dosyć stresu na dziś.

Nie będzie niespodzianką jeśli powiem, że moje założenia tego dnia są nic nie warte? Mijam kolejne przystanki a sklepu z biletami jak nie było tak nie ma. Biletomat pojawia się na przedostatnim przystanku. A no bez przesady! Idę do domu na piechotę.

10:20

Otwieram drzwi mieszkania.

Niecałe dwie godziny. Ładny wynik. Trzykilometrowy spacer. Dwie szkoły. Dwa razy ósme piętro ( windą ). Deszcz i stres. Łzy i pot ( w autobusie, pod mokrym płaszczem – no cóż ).

Może powinnam już dzisiaj zostać w domu?

Ps. Radzę sobie w metropolii. W dwie godziny odzyskuję klucze od domu. Nie wiem tylko po co cały ten trud? A wystarczyło poprosić sąsiadkę o kocyk i kawałek miejsca na kanapie. Ona cichutko by pracowała przy komputerze a ja… Spałabym.

Jakim cudem wpadam na to dopiero teraz ?

17 myśli na temat “Seria niefortunnych zdarzeń

  1. Dzisiejsze „przygody”, rodem z najczarniejszego koszmaru… Pokazują, że nieszczęścia nie chodzą parami, one swoimi buciorami pakują nam się do życia trójkami, czwórkami, a najczęściej całymi stadami!

    Ale dziób do góry i kuper do przodu! Może wyczerpałaś limit pecha na najbliższy czas 😊

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s