KURA bardzo DOMOWA

To, że jestem Kurą Domovą jest oczywiste ( przynajmniej od momentu powstania tego bloga), ostatnio jednak jestem nią bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Mało tego! Wiem, że jest nas teraz o wiele, wiele więcej. Kurą Domową teraz Polska stoi! Ba! Świat udomowił ( żeby nie pisać udupił, bo to nieładnie) niejedną wolną Kurkę. Zamknięte w swoich kurnikach mamy się lepiej lub gorzej.

Ja osobiście mam się doskonale! Piorę, sprzątam, gotuję, sprawdzam lekcje,piorę, sprzątam, gotuję, sprawdzam lekcje, piorę , sprzątam…. piiiiiiiiiiii …. Coś się zacięło?

Tak jakby.

Zacięła nam się rzeczywistość. I przeformowała.

Jestem z moim Drobiem tak często, tak ciągle i tak blisko, że zmiany jakie zachodzą w organizmie mogą być nieodwracalne. Nie wiedzieć czemu, rozmyślam czasem o tym jaki jest koszt szkoły z internatem, albo czy do wojska można zapisać czternastolatka? Nie mam pojęcia skąd te myśli, przecież to takie dobre pisklęta.

Kogucik urósł na wysokość metra osiemdziesiąt (tylko waga u niego bardzo piórkowa) a w głowie jakby mniej rozsądku niż rok temu. Stroszy piórka i nie godzi się z … z tym właśnie o i z tym też a i to powinno wyglądać inaczej … no wszystko „nie tak” a już najbardziej „nie tak” jest współdzielenie pokoju z Kurczakiem … O losie!

Kurczak z kolei bardzo dobrze się ma w jednym pokoju z bratem, przynajmniej do momentu w którym może mówić czy podśpiewywać bez ograniczeń … czyli yyy no chwilkę. Los i w tym przypadku nie jest najłaskawszy. Los Kurczakos normalnie!

Z kolei Piskle moje najsłodsze, budzi mnie co rano stwierdzeniem: „Wstawaj mamo, bo już lato!” i chociaż mówi to od wielu tygodni a do lata nadal daleko, daje mi to odpowiednią dawkę energii abym mogła zwlec się z wyrka i podjąć od nowa te same codzienne czynności.

O Kuro Matko!

Jak wyjaśnić to co się dzieje?

Nic nie muszę wyjaśniać. Wszyscy wiemy co i dlaczego. Na złość temu dziadowi nie wypowiem jego nazwy ani tej powszechnej ani tej bardziej medycznej.

Nie będę pisać o tym, jak bardzo bywa mi trudno (przecież nie tylko mi).

Nie będę pisać o tym, jak bardzo chciałabym móc pracować a nie mogę ( nie ja jedna).

Nie będę pisać o tym, jak bardzo dziczeją mi dzieci ( aby nie miały mi tego za złe).

Nie będę pisać o tym, jak bardzo się boję o zdrowie bliskich i swoje (aby nie wyszło na jaw, że jestem panikarą).

Nie napiszę też o zmęczeniu jakie dopadało mnie każdego dnia, pełniąc funkcję nauczyciela wieloprzedmiotowego w trzech poziomach edukacji (od przedszkola po technikum).

O złości, która budziła się, gdy słuchałam wiadomości w radiu.

O nadziei, którą niosły modlitwy Wielkiego Tygodnia.

O szyciu maseczek, które początkowo dało ogromną dawkę energii, jaka wracała od obdarowanych i przygnębieniu gdy po kilku tygodniach robienie dobra musiałam zamienić na robienie pieniędzy.

O łzach, które strumieniem spływały po policzkach.

O chowaniu się w łazience aby tam popłakać trochę bardziej.

O krzykach, kłótniach, przytulaniach, grach w scrabble, badmintona i bule.

O malowaniu, rysowaniu, bieganiu na bieżni i ćwiczeniach z youtubem.

O niepokoju.

O pracy Koguta a właściwie jej zaniku i niepewności … ( a siwych piór co raz więcej) i uldze gdy jednak coś znalazło się do roboty.

O tym, że mrowiło mi skórę gdy słyszałam apele o pozostanie w domu z głośników przejeżdżających radiowozów.

O pisaniu pism do ZUSu, banku, spółdzielni, polowaniu na drożdże i pieczeniu pysznych bułeczek, drożdżówek i pizzy.

O tęsknocie, jaka przepełniła moje serce podczas świątecznego śniadania i opowieści o pustej Zakopiance, której nigdy pustej nie widziałam.

O rozpaczy i szczęściu, tak dokładnie ze sobą zmieszanych, że nie sposób odróżnić, które z uczuć właśnie trawi twoją duszę.

I chociaż to wszystko napisałam, to o tym nie napiszę … w słowa tego zebrać nie umiem. Każde z wymienionych zasługuje na obszerny komentarz, na osobny wpis i rozważania. Ogrom uczuć i emocji jest we mnie zbyt duży, bym mogła temu podołać.

Nie opiszę.

„… co nie do pomyślenia, jest do pomyślenia .”

W. Szymborska

Jednocześnie nie zapomnę, a ten wpis na blogu będzie mi o tym przypominał. Za rok zerknę tu i wszystko będę widziała jak na dłoni. Siedząc z przyjaciółmi, z rodziną będziemy wspominać i dziękować Bogu, że już po wszystkim, że jesteśmy w komplecie a to wszystko to tylko wspomnienie.

Wspomnienie czasu niezwykłej bliskości przepełnionej rozłąką.

Ps. Radzę sobie w metropolii… skurczyła się do wielkości mojego mieszkanka z ogródkiem – ot cała metropolia!

Ps.2. Od 38 dni jestem 24/7 z moim drobiem … kwarantanna społeczna … W tym miejcu pragnę podziękować za istnienie nocy, która niesie ze sobą sen.

4 myśli na temat “KURA bardzo DOMOWA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s