19+19. Czyli o tym, jak nagle zrobiło się po równo i jakie naszły mnie refleksje.

Niewiarygodne.

Uświadomiłam sobie, że po tych wakacjach już zawsze będzie więcej po tej drugiej stronie.

Już każdy następny dzień będzie doliczony do mojego życia w wielkim mieście.

Stanęłam dziś w miejscu, które przywołało mnóstwo wspomnień z młodości, tej nastoletniej…

Jak to możliwe, że to wszystko już się wydarzyło?

Jak to możliwe, że przeżyłam tyle pragnień, nadziei i rozczarowań w tak krótkim czasie?

W tym imprezowym miejscu spotkykały mnie najmilsze ale i najbardziej przykre z młodzieżowych doświadczeń.

Dziś stałam tam, jako ta dorosła, która to wszystko ma już za sobą.

Dorosła, która doświadczyła już tyle, że tamto wspomina z lekkim uśmiechem ale i z nutą żalu.

Jak mówi klasyk: „To se ne wrati”

Uff. Co za ulga!

Nie zniosłabym po raz kolejny tej młodzieńczej naiwności a wręcz głupoty! Ciągłego zakochiwania się w nieodpowiednich chłopakach! Wdawania się w polemiki z tymi, którzy wcale nie chcieli mnie zrozumieć. Nie udzwignęłabym tych wielkich problemów jakie spływały na mnie i moje koleżanki. Oczekiwań i rozczarowań. Pragnień i strat. Miłości i nienawiści po kres życia…

A gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że to wszystko minie, że to tylko nieznaczące epizody w moim życiu, że ten chłopak mnie zostawił, bo czeka na mnie lepszy, gdzieś tam, że najlepsza koleżanka i tak przepadnie w upływie czasu i życiowych wyborów, że to wszystko jest małym wstępem do prawdziwego, dorosłego, pełnego prawdziwych problemów życia…?

Gdyby ktoś mi tak powiedział?

Wtedy, kiedy miałam te naście lat …

I tak bym mu nie uwierzyła!

Wdałabym się w polemikę, wyciągałabym z głębi serca i rozumu wszelkie możliwe argumenty, może nawet krzyczałabym, że nie interesuje mnie co będzie kiedyś, ponieważ ja jestem tu i teraz a moje problemy są dzisiaj!

Dzisiaj jest szkoła, dzisiaj jest przyjaźń, dziasiaj rozstanie, dziasiaj pocałunek, dziasiaj kocham i cierpię z miłości.

Dziasiaj pracuję za marne grosze; dzisiaj koleżanka ucieka za wielką wodę; dzisiaj umiera łobuz, który tak namiętnie mnie całował.

Dziasiaj zaczepia mnie ten starszy w okularach, a ja się wcale nie prosiłam; dziasiaj dostaję list w którym nic nie zostaje wyjaśnione; dziasiaj oszukała mnie a mówiła że jest przyjaciółką; dziasiaj wystawił mnie i stałam pod kinem jak kretynka; dziasiaj miałam biegunkę na szlaku, a do schroniska było daleko; dzisiaj okłamałam najmilszą nauczycielkę.

Dziasiaj zaprosił mnie na pierwszą randkę do kina (na horror); dzisiaj nie mogłam przez to spać i chociaż potem pocałował tak… to była to zarazem ostatnia randka.

Dziasiaj …

…nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć, bo czy kocha ktoś tak jak ja? Oj zapewne nie! Czy cierpi ktoś tak jak ja? Oj zapewne nikt! Czy doświadczył ktoś takiego braku zrozumienia jak ja? Oj zapewne nigdy nikt!

Tak bym odpowiedziała!

Ponieważ tak głęboko wierzyłam w to, że to najważniejsze problemy mojego życia.

I wiecie co?

Nadal uważam, że problemy których doświadczamy dzisiaj tak samo jak sukcesy i chwile radości są najważniejsze właśnie DZIASIAJ! I chociaż teraz już wiem, że inni też kochają i nienawidzą, cieszą się i smucą, spotykają się z niezrozumieniem i oporem, że nie jestem jedyna w tych wszystkich emocjach (jako nastolatka byłam pewna, że tylko ja tak czuję), to nadal jestem przekonana, że są one najważniejsze dla mnie, dla każdego innego właśnie w chwili ich przeżywania.

Kiedy mój nastoletni Kogucik krzyczy do mnie, pełen złości i rozpaczy: „Mamo! Ale, ty mnie nie rozumiesz!” Próbuję go przekonać, że trochę jednak rozumiem, albo proszę go aby pomógł mi zrozumieć… Zwykle z lekkim opóźnieniem dociera do mnie, że przecież nie jestem w stanie go zrozumieć, nie jestem w stanie czuć tak jak on i tego co on. Mogę jedynie przywoływać myślami to co czułam, kiedy byłam przekonana, że cały świat mnie nie rozumie i próbować rozumieć, dlaczego nie mogę go zrozumieć.

Pamiętać, że teraz to on sam musi przez to przejść.

On musi to przeżyć. Doświadczyć. Nie zwariować. Nie złamać się w chwilach kryzysu. Nie poddać się, gdy pojawia się szansa za wysokim murem. Nie chować głowy w kołnierz gdy popełni błąd. Nie bać się przyznać do porażki. Uczyć się na własnych błędach. Wyciągać wnioski. Być dumnym z sukcesów. Cieszyć się z drobiazgów, które budują drogę do szczęścia. Nie wahać się gdy jest okazja aby zrobić coś dobrego. Powstrzymać się gdy kusi diabeł… I chociaż bardzo chciałabym ustrzec go przed tym, ochronić, nauczyć na moich błędach, to z bólem serca muszę przyznać, że się nie da.

Może nawet mi nie wolno?

Ktoś kiedyś powiedział, że najlepsze co możemy dać swojemu dziecku to solidne korzenie i mocne skrzydła… (czy jakoś tak).

Aby wzrastało mocne i silne jak dąb, wypełnione zasadami, dobrem, miłością, autorytetami…

Aby odleciało we własnym kierunku, szeroko rozkładając skrzydła, wolne i pewne siebie jak orzeł nad Tatrami…

Mam tylko nadzieję, że żadne z moich Kurcząt nie odziedziczyło po matce tego chorego romantyzmu. Bez niego mają szansę na to, aby czas dorastania, dojrzewania i nastoletnich problemów nie był aż tak dramatyczny jak mi się zawsze wydawało.

Trzymam kciuki za Ciebie Koguciku. Ty pierwszy.

Gotowy?

Do startu.

Start!

PS. Jak zwykle odbiegłam od tego, co pierwotnie miałam Wam do przekazania. Wyjechałam ze wsi gdy miałam prawie 19 lat, teraz jest prawie 19 lat od kiedy mieszkam w mieście. Przeżyłam symboliczne „drugie tyle”. Co przyniesie kolejne 19+? Czy aktualnie przeżywam coś znaczącego, co mogłoby oddzielić ten etap w życiu i zapoczątkować nowy rozdział? Trochę tak. Kogucik skończył podstawówkę, od września będzie uczniem technikum. Pisklak pójdzie do przedszkola. Ja… napiszę kolejną przygodę swojego życia 😉

19 myśli na temat “19+19. Czyli o tym, jak nagle zrobiło się po równo i jakie naszły mnie refleksje.

  1. Ach, miło czasem wrócić pamięcią do tych nastoletnich lat. Mimo że wspominam ten czas z ogromnym sentymentem to też nie chciałabym cofnąć czasu i ponownie przeżywać tych małych-wielkich problemów. A Twój Kogucik musi sobie poradzić. Z taką mamą będzie mu łatwiej :*

    Polubione przez 1 osoba

  2. Piękne wspomnienia i uświadamiają, że młodość jest przereklamowana. Tyle targań… och! Fajnie, że jesteś romantyczką, takie jednak wolę.

    Polubione przez 1 osoba

      1. A i taj je wolę. sama jestem romantyczką, dostawałam w d… próbowałam zmienić się, a teraz wracam do romantyzmu, on bliższy memu ciału. Powodzenia na kolejną dziewiętnastkę!!! będzie piękna, aczkolwiek burzliwa

        Polubione przez 1 osoba

  3. Ano, to se vrati. I bardzo dobrze. Wiatru w żagle, droga Kuro i do przodu! [Jessu, jak można było tak co tydzień umierać z miłości? I w sumie nawet apetytu wtedy człowiek nie tracił… ani figury… metabolizm w nastoletnich latach to jest jednak jakiś cud natury – wszystko jesz, a i tak wyglądasz idealnie…]

    Polubione przez 1 osoba

  4. To co miałam napisać w komentarzu, doczytałam w połowie twojego wpisu. Nie po raz pierwszy zresztą myślimy podobnie. Bo gdyby mi ktoś wtedy… to uwierzyłabym, tyle że nic bym mnie to nie obchodziło. Ja do tej pory żyję tu i teraz, nie ciułam, nie planuję, może marzę jedynie.
    Życzę nam obu, żeby nasze marzenia jednak się spełniały, a naszym dzieciom żeby życie tu i teraz wspominały z uśmiechem.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Trochę się wzruszyłam czytając. Sama nie wiem czemu, może dzisiaj jestem wrażliwsza.
    Napisałaś dużo prawdy, ze świecą szukać osoby, która nas zrozumie. Warto mieć to na uwadze, szczególnie kiedy zamierzamy być dla kogoś niemili/oschli – nie wiemy przez co sam przechodzi.
    A chyba najgorsze co można zrobić, to umniejszać czyjeś problemy.

    Powodzenia w tych kolejnych 19+ i trzymam kciuki za wszystkie Kurczaki, Kurki i Koguciki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. Niedawno jeden z moich ulubionych blogerow wydal swoja pierwsza ksiazke. Wyslal mi egzemplarz z dedykacja, przeczytalam jednym tchem. Tytul powiesci to „Jowita”, autorem jest Zachariasz Suchodolski. Ta ksiazka byla dla mnie wlasnie taka przejazdzka do lat nastoletnich. Dzieki niej powspominalam sobie wlasne hormonalne jazdy bez trzymanki. Mialam ubaw po pachy, a jednoczesnie troche mi wstyd za siebie. Oczywiscie teraz postapilabym juz inaczej, na 90% spraw i ludzi w zyciu mam obecnie wyje… Nie daje sie prowokowac, ani zaprzatac sobie glowy niczym, co uznam za zbedne. Ale wtedy? Wtedy wszystko bylo takie wazne, niemal sprawa zycia i smierci! Swietnie sie bawilam, ale nie chcialabym juz do tego wracac. Szczegolnie, ze teraz mam zupelnie inne priorytety.

    Czasami martwie sie, jak to bedzie z moim synem. Ma dopiero 8 lat, ale juz widze jak zmienia sie jego zachowanie wobec mnie, kiedy bawi sie z kolegami. Troche to przerazajace. A jeszcze maja dojsc do tego dziewczyny?! Pfff….

    Polubione przez 1 osoba

    1. Poczekaj z tym martwieniem się, będzie na pewno inaczej niż byś sobie tego zyczyła, ale pewnych kwestii nie przeskoczymy. Przywołuję sobie ciągle zdanie napisane przez pewną psycholog, która opisywała, że to nie hormony (jak dotąd uważano) są takie odpowiedzialne za zachowanie nastolatków a nierozwinięty płat. czołowy mózgu. Pisała, że nawet jeśli wydaje nam się, że to wszystko czego ich uczymy, co mówimy, trafia jak grochem o ścianę, to ostatecznie i tak wyrastają na fajnych młodych ludzi, na dobrych dorosłych. Tylko mamy się nie poddawać 😁🤪

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s