Wypominki. Wymienianki. Zalecki. Czyli o pamięci.

Jeden z elementów modlitewnej pamięci o naszych bliskich zmarłych. Czytając ich imiona i nazwiska podczas modlitwy dajemy świadectwo naszej pamięci oraz ich stałej przynależności do wspólnoty. Modlimy się za ich dusze. Pamiętamy.

W Poznaniu mówimy na to „WYMIENIANKI”. Jednoznacznie kojarzy się to z wymienianiem nazwisk osób, za których dusze wspólnie się modlimy. W moich rodzinnych stronach są to „WYPOMINKI” i chociaż chodzi dokładnie o tę samą formę modlitwy, już od dziecka, ta nazwa mnie intrygowała. Nie raz idąc w procesji modlitewnej na cmentarzu, czekając na jakieś znajome nazwisko, zastanawiałam się dlaczego im wypominają? Dlaczego to nie są „WSPOMINKI”? Jako dziecko odłożyłam ten temat na później. Później o tym dylemacie zapomniałam. Do dzisiaj nie znam genezy tego określenia, chociaż pewnie gdzieś w sieci mogłabym je znaleźć ale przecież nie o to chodzi.

Chodzi o pamięć.

Dziś będę wypominać, wspominać, wymieniać i trochę żalić się…

STANISŁAW, MARIA

Dziadku. Gdy ma się trzynaście lat nie myśli się o umieraniu ani o tym, że trzeba będzie się z kimś pożegnać na zawsze. Z kimś kogo się kocha, chociaż wcale się tego nie wie. Wcale się tego nie nazywa. Miłość do dziadka po prostu jest od zawsze, tak jak od zawsze jest dziadek.

Siedzisz na ganku, łokciami wsparty o kolana, masz niebieską kurtkę i papierosa w ręce. Uśmiechasz się do mnie i niewiele mówisz. Przywołujesz mnie kiwnięciem palca. Podbiegam. Wyciągasz stary, skórzany portfel, podkówkę, wyjmujesz drobne i wysyłasz mnie do sklepu po oranżadę. Jak zawsze dajesz mi więcej, aby po moim powrocie machnąć ręką na resztę.  Tak Cię pamiętam. Pamiętam też moment, gdy już leżysz, zmęczony chorobą. Ja nieśmiało staję w progu… Nie wiem, czy mogę się zbliżyć. Tym samym gestem, jednym palcem, przywołujesz mnie do siebie. Gdy nachylam się nad Tobą, resztką sił obejmujesz mnie za szyję i szeptem mówisz do mnie „Przepraszam cię”.

Dziadku. Za nic nie musiałeś przepraszać. Byłeś fajnym, dobrym dziadkiem. Trzynastoletnia ja nie rozumiałam, że w ten sposób się żegnasz… Zrozumiałam gdy następnego dnia już Cię z nami nie było.

Pamiętam.

Babko. Tak zawsze się do Ciebie zwracaliśmy. Odeszłaś od nas na wiele miesięcy wczesniej, zanim umarłaś. Pomimo, że byłaś tuż obok, Twoje myśli i świadomość wędrowały  gdzieś po ścieżkach wspomnień. Lubiłam myśleć, że to z tęsknoty za dziadkiem. To wtedy przecież kształtował się mój romantyczny charakter. Zasnęłaś na dobre w rocznicę pogrzebu dziadka, dając mi tym samym dowód, że miałam rację.

Pamiętam.

MACIEK, DAREK

Maćku. Przecież byłeś za młody… nie zdążyłeś być nawet dorosły, chociaż dojrzałości  Ci nie brakowało.

Siódma albo ósma klasa. Leżysz na długiej ławce na szkolnym korytarzu. Masz na sobie granatowe jeansy i glany ( mało kto z rówieśników nosił wtedy glany ) Poszedłeś w tych glanach grać, chyba w kosza, dokładnie nie pamiętam… ale pamiętam te glany, bo tylko na nie patrzyłam. Nie miałam odwagi podnieść wzroku. Wiedziałam, że cierpisz, ta noga była złamana a Ty udawałeś  twardziela. A może po prostu byłeś twardzielem? Odwiedziłyśmy Cię z koleżankami po tym wypadku. W Twoim domu wstydziłam się jeszcze bardziej. I chociaż „podrywałeś mnie” aby zbliżyć się do mojej siostry, to i tak miałeś w sobie więcej odwagi i przyzwoitości niż niejeden dorosły jakich poznałam później…

Ostatni raz widziałam Cię w McDonaldzie, jak z Darkiem poprosiliście mnie abym wam wypisała zwolnienia z lekcji. Co to był za pomysł? No tak. Uznaliście, że mam na tyle brzydkie pismo, że mogę robić za lekarza. Cwaniacy. Nie pamiętam, czy moje zwolnienie „przeszło” ale wiem, że już nigdy potem Cię nie widziałam. Nie odwiedziłam Cię w chorobie, nie byliśmy wtedy aż tak blisko. Okazało się, że już na zawsze będziesz najdalej jak się da. Zerwałam się z ostatniego dnia praktyk, aby pożegnać Cię, razem z przeogromnym tłumem innych ludzi. Morze ludzi. Morze łez.

Darku. Łobuzie. Ty przecież niewiele starszy byłeś. Skradłeś moje młode serce w trzy sekundy i chociaż była to tylko wakacyjna, dziecinna miłość, to przecież takie pamięta się latami. No i jak miałabym zapomnieć pierwszy namiętny pocałunek? I tych kilka kolejnych?

Kilka lat później. Jedziemy razem autobusem. Ty, jak zawsze w kapturze ze słuchawkami w uszach, ale wyjmujesz je gdy mnie dostrzegasz. Dla mnie to znak, że dzisiaj masz ochotę pogadać ( nie zawsze miałeś) Opowiadasz mi o swoich problemach z dziewczyną. Mimo tego, że „nam nie wyszło” lubię z Tobą rozmawiać i wydaje mi się, że Ty ze mną też. Te pekaesowe rozmowy, to moje ostatnie wspomnienia z Tobą. Wiadomość o Twoim odejściu dotarła do mnie kilka miesięcy po fakcie. Byłam już w Poznaniu. Jakim cudem nikt mnie nie poinformował? No inne czasy były, nie było facebooka… O naszej relacji mało kto wiedział… Długo pojawiałeś się w mojej głowie w towarzystwie  Maćka. Te kilka lat wcześniej, jeden jedyny raz, kiedy widziałam Was razem, wtedy w McDonaldzie, wypisałam Wam zwolnienia lekarskie… Obydwu Was już nie ma.

Pamiętam.

KASIA, MAGDA

Dziewczyny, wydaje mi się, że się nie znałyście, chociaż mieszkałyśmy w jednej wsi. Jedno co Was łączy to to, że obie, z resztą tak jak Maciek i Darek, zabrałyście ze sobą młodość.

Kasiu. Sąsiadko. Stoisz przed lustrem u mnie w pokoju. Uśmiechasz się do swojego odbicia. Rozmawiamy o weselu, na które jutro się wybierasz i o moim weselu, które zaczęłam planować. Robię Ci przymiarkę. Uszyłam Ci sukienkę i  taki piękny kostium. Czy zdążyłaś go założyć? Tego nie wiem. Zostałaś wezwana kilka dni później, tak nagle… Wyobraź sobie, że w dniu Twojej śmierci widziałam się z mamą Maćka… Zapytała, co się z Tobą stało, nie umiałam jej wyjaśnić… przecież nikt nie umiał. Zapewne sprawiłam jej ból, mówiąc, że oni mogli się chociaż  przygotować na śmierć Maćka… W odpowiedzi usłyszałam, że NA TO NIE DA SIĘ PRZYGOTOWAĆ.  Przepraszam mamo Maćka, chciałam rozmawiać, nie umiałam…

Magdo. Nasza cicha myszko klasowa. Odpowiadasz tak pięknie na języku polskim, wszystko umiesz a mimo to, całe Twoje ciało jest jednym kłębkiem niepewności i lęku. Ukrywasz się w swoim swetrze z golfem. Nie narzekasz, nie skarżysz się. Czasem uśmiechasz. Dopiero w ostatnich miesiącach liceum, zupełnie przypadkiem, dowiedziałam się, że Twoja codzienność jest… ponura. Przepraszam w imieniu nas wszystkich za ślepotę. Chcę tylko myśleć, że teraz jest Ci lepiej…

Pamiętam.

MARIAN, TADEUSZ

Dziadku Marysiu. Poczułam ogromny żal, że byłeś mi dziadkiem tak krótko. Stałeś się nim w chwili, gdy Twój wnuk został moim mężem. Nie podejrzewałam, że mogę tak pokochać czyjegoś dziadka. Dałeś mi tak dużo ciepła, wsparcia i mądrości w ciągu tych kilku lat bycia rodziną, że nadal, od czasu do czasu zastanawiam się, co Ty byś zrobił albo powiedział w jakiejś sytuacji.

Jesteśmy na Cytadeli. Jak co czwartek spacerujemy razem z moimi chłopakami. Mówisz do nich „Orlęta moje kochane”. Widzę, że rozpiera Cię duma i masz mokre oczy gdy Kogucik bierze Cię za rękę. Tłumaczysz mu wszystko z takim spokojem, pokazujesz ptaki i mówisz jak się nazywają, pokazujesz jak pedała wprawiają w ruch koło rowerku. Jesteś drogowskazem…

Po wielu latach od mojego pierwszego pożegnania, już jako dorosła kobieta, znów tego doświadczyłam, tym razem już w pełni świadoma, że to właśnie pożegnanie. Dziadku. Nie mogę tu przytoczyć wszystkich słów, które mi powiedziałeś, ponieważ są zbyt osobiste. Ale dziękuję Ci, że to zrobiłeś. I chociaż Tobie było zapewne o stokroć trudniej, to miałeś siłę aby mi to wszystko powiedzieć.

Pozwalam sobie przypisywać to pożegnanie również do Tadeusza, z którym pożegnać się nie mogłam. A jestem pewna, że gdyby dane mi było… uwolniłoby tsunami uczuć…

Dziadku Tadku. Ty wiesz, że byłeś najlepszy. Mając wielkopolskie korzenie, jako jedyny cieszyłeś się z mojego wielkopolskiego życia. To Ty pokazałeś mi pierwsze szlaki w Tatrach, to Ty uczyłeś mnie jak nie utopić się w jeziorze, to Ty zabierałeś mnie na lody „w Podwórku”, na basen na Antałówce i w podróże trabantem przez pół Polski. Szalony! Swoimi pomysłami mroziłeś krew w żyłach mojej mamy a później moją gdy jeszcze ciekawsze pomysły próbowałeś wdrożyć z prawnukami.

Jestem u Ciebie w białej izbie, pokazujesz mi nowe zdjęcia i wycinki z gazet. Pora uzupełnić kronikę ostatnimi wydarzeniami. Piszę, poprawiam Twoje zabawne błędy i chociaż moje literki są koślawe, na koniec mówisz mi , że pięknie to zrobiłam. Jak zawsze mnie przytulasz i mimo mojego wieku nadal mówisz do mnie zdrobniale. Mój blog jest za mały aby mógł pomieścić wspomnienia o Tobie. Społeczniku. Żyłeś dla ludzi. Twoje kroniki nadal ludziom służą. Tęsknię. Naiwnie wierzyłam, że będziesz zawsze…

Pamiętam.

KAZEK, JAN, MARIA

Kaziu. Taki starszy brat, którego nie miałam. Coś Ty mi w życiu napomagał chłopie… Począwszy od pierwszych wypracowań w szkole, przez najlepiej wyprawione 10-te urodziny, przynoszenie mi swoich książek i nowych płyt do posłuchania, zatrudnianie mnie jako kelnerki a skończywszy na gotowaniu na moim weselu na prawie 200 osób. Twoja kuchnia była znana nie tylko na Podhalu. Miałeś talent.

Widzę Cię z naszego podwórka jak pielisz grządki u siebie. Wyrywasz tam coś, znikasz z tym u siebie w kuchni ale po chwili pojawiasz się z częścią tego co zerwałeś i idziesz prosto do nas. Sałata Ci obrodziła więc z marszu dzielisz się z nami. Cały Ty. Tą ścieżką pod domem przenosisz do nas setki potraw, które gotujesz… bo albo wyszło Ci dużo, albo zrobiłeś coś nowego, albo zrobiłeś coś, co któreś z nas lubi…

Twoje odchodzenie, skupiło rodzinę i przyjaciół wokół naszego domu. To były trudne dni. Tak rzadko wówczas bywałam w domu rodzinnym a przyjechałam akurat wtedy… Pojechałam z Tobą… w szpitalu wzięli mnie za Twoją żonę i dzięki temu mogłam tam z Toba być do wieczora. Nie umiałam Ci pomóc… Nikt by nie umiał… Przez całe dwa tygodnie, mimo jasnych opinii lekarzy, mieliśmy nadzieję, że wrócisz. Nie wróciłeś…

Dziś nie ma z nami też Twoich rodziców. Wujek Jasiek i ciotka Maryśka są już razem z Tobą. Nie kazali Ci na siebie długo czekać. Pewnie dobrze Wam razem…

Stanyna w dźwiyrzak z rania,

do izby zimna napuściyła.

Kańsik juz roz jom widzioł,

cy mi siy zawcorem nie śniyła.

I tak mi godo – pódziys se mnom,

Dej rynke, pokoze Ci droge.

I nie bój siy, tyn chodnik Ciy zawiedziy

ino w jednom strone.

Boze mój, dyć-ek zrobić mioł telo,

To nie cas, zycio stale mi mało.

Przezyć świat jesce roz by siy kciało,

Kiebyk ino móg!

Chałupe mom poryktówać,

sparami zimny wiater dujy.

Ale kie pytos pódem

pockoj-ze ino sié obujem.

Kie gó na hańtom strone wiedła,

Nie patrzoł na niom, ba do nieba.

I tak se w duchu septoł:

miyłyz mocny kany, cy tak trzeba.

Boze mój…

Zakopower „Chodnik w jenom strone”

MARIA, ROBERT, WOJTEK, JÓZEF, ANNA, STANISŁAWA, MARIAN, JUSTYNA, JAROMIRA, ZENON, CZESŁAW, ANDRZEJ… i wielu innych, których spotkałam na swojej a których już między nami nie ma. Poszliście chodnikiem w jedną stronę…

Pamiętamy.

Obraz Anja🤗#helpinghands #solidarity#stays healthy🙏 z Pixabay

4 myśli na temat “Wypominki. Wymienianki. Zalecki. Czyli o pamięci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s