Maryśka jest niedobra ale zwykle to nie przez nią Maria jest bita.

Jestem w drodze do pracy. Siedzę na przystanku czekając na tramwaj. Jestem sama, bez Piskąt, wpatrzona w telefon, więc nie grozi mi dzisiaj dyskusja z żadną Pelargonią.

Po drodze wstąpiłam po bilet do pobliskiego sklepu, gdzie raczej nie bywam z tego względu, że panuje tam iście PRL-owski klimat i skupia on wokół siebie specyficzny typ ludzi, za którymi nie przepadam. Z racji tego, że jako jedyny w okolicy prowadzi sprzedaż biletów – weszłam.

Przy ladzie (tak, lada – mam wrażenie że jakby zanika to słowo, częściej słyszymy „przy kasie”) moją uwagę przykuła promocja. Fachowo zaplanowana, skoro przyciągnęła moje spojrzenie 😉 Na żółtych kartkach A4 wydrukowano ceny promocyjne i zawieszono przy produktach. Akcja promocyjna głosi, że przy zakupie dwóch flaszek wódki jakiejś tam objętości, zapłacisz jakieś tam naście złotych a cena jednostkowa to jakieś tam dzieścia złotych.

Wybaczcie, że nie zapamiętałam szegułów promocji i nie podam Wam też adresu sklepu. Sorry, taka egoisyczna Kura dzisiaj ze mnie. 😉

Gdy zbierałam resztę do portfela (po zakupie biletów, nie skorzystałam z promocji) za mną w kolejce, starszy pan już robił zakupy, znaczy stanął, nic nie powiedział a pani zza lady zapytała: „jedną?”. Kiwnął tylko głową a ona wyjęła spod lady małą flaszeczkę zwaną „małpką”. Takie porozumienie bez słów. Nawet nie pokusiła się o przypomnienie o promocji, że więcej znaczy taniej, że oszczędność, że po co chodzić dwa razy i że te małe to w ogóle drożej wychodzą… Nie. Ona bez słowa sprzedała mu to, co on zapewne kupuje dzień po dniu.

Jakaś siła wyższa poprowadziła mój wzrok za znikającą w czeluściach kieszeni flaszeczką, po czym uniosła wprost na oczy człowieka.

Smutne, zawstydzone, pełne lęku i życiowych doświadczeń… Jak zwykle nie mogłam nic powiedzieć, bo po pierwsze gardło miałam ściśnięte ze złości a po drugie z żalu nad tym człowiekiem. Poza tym, cóż miałabym powiedzieć? Spuściłam wzrok i poszłam w swoją stronę.

Po chwili w mojej głowie wyrwał się krzyk, że przecież można iść po pomoc, że są terapię, że grupy AA, że można zawalczyć o swoje zdrowie, życie i życie rodziny!

Krzyczałam w tej mojej oburzonej głowie, że jak można robić promocje na wódkę!? Czy to nie powinno być zabronione!? Gdzie jest przeciwdziałanie problemom alkoholowym?

Istnieje w Polsce prawo, które zabrania posiadania i palenia marihuany (jakoś tak, nie wiem dokładnie). Zastanawialiście się czasem jakie są społeczne skutki uboczne? Ile rodzin zostało zniszczonych przez marihuanę a ile przez alkoholizm? Ile osób zmarło z powodu uzależnienia od papierosów a ile od marihuany? Czy gdyby państwo mogło nałożyć akcyzę na marihuanę i zacząć na niej zarabiać czy wówczas byłaby już „w porządku” jak alkohol i papierosy?

Nie zrozumcie mnie źle, nie apeluję tu o jej legalizację i dostępność w każdym markecie, sama nie palę i nie obchodzi mnie jej obecność na rynku (znaczy w towarzystwie też nie palę 🙃) Jednocześnie piję czasem wino czy piwo, znaczy alkohol, więc zakazanie jego sprzedaży nie było by mi na rękę. Mimo wszystko pojawia się walka własnych myśli na ten temat.

Dlaczego pożądny chłop, który raz kiedyś postanawia zapalić z kolegami skręta trafia na 24h na dołek a drugi pijąc codziennie, rujnując życie żony, depcząc dzieciństwo własnych dzieci może bezkarnie łazić po ulicach dopóki przy kolejnej awanturze ktoś nie wezwie policji?

Mam nieodparte wrażenie, że coś tu nie gra.

Żal mi tych wszystkich rodzin, w których alkoholizm zdominował ich codzienność. Czasem widziałam z bliska czym to jest, czasem tylko słyszałam opowieści ale zawsze byłam przejęta tym jakie spustoszenie robi to w sercach i umysłach…

Chyba warto czasem podziękować Bogu, przeznaczeniu i własnym decyzjom za to, że to mnie nie dotyczy.

Chyba warto czasem pomyśleć sobie, że bez względu na ilość problemów jakie mnie dotyczą, poradzę sobie, ponieważ nie ograniczają mnie uzależnienia – ani moje ani moich bliskich. Mogę skupić się na działaniu a nie na walce z tym co mogłoby być silniejsze ode mnie. Strach się bać, co by było gdyby…

Kochani. Zostawiam Wam ten temat do przemyśleń podczas majówki 😉🤗🐔 Uważajcie na siebie, szanujcie swoje zdrowie, swoje wątroby i płuca 😁

Odurzajcie się piękną pogodą, przyjaźnią i miłością!!!

Bez limitu!!!

Co do reszty – apeluję o umiar! 😊

Ps. Dotarłam do pracy na czas i uszczknęłam jeszcze trochę czasu na dokończenie tego tekstu, gdyż wydał mi się niezwykle ważny. Mam rację?

Fotografia pochodzi z pixabay.com od Alexas_Fotos.

18 myśli na temat “Maryśka jest niedobra ale zwykle to nie przez nią Maria jest bita.

  1. Z tego, co slyszalam, to alkohol byl bardzo tania droga do oglupienia narodu. Poczatkowo bodajze w Rosji, pozniej doszlo do Polski. Ta kultura upijania sie trwa do dzis. Marihuana nie uzaleznia fizycznie, a alkohol tak- moze wlasnie dlatego nie chca jej zalegalizowac? Wola miec slabe spoleczenstwo pod kontrola.

    Super wpis ❤

    Polubione przez 1 osoba

  2. Tak. masz rację. też współczuję, tym co uwikłani w alkoholizm i ich bliskim. Tym bliskim jeszcze bardziej. Najgorzej lądują dzieci. Zmarnowane dzieciństwo..

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Dawniej można było wysłać na leczenie, a teraz nie, jeśli się pijak się nie zgodzi…
    A który alkoholik się zgodzi? Zacznijmy od tego, który przyzna się, że nim jest?
    Zbyt duża tolerancja i pobłażliwość dla alkoholików doprowadziła do absurdalnych sytuacji, że pijak dostaje rentę, mieszkanie socjalne itp. Kobieta z dziećmi może tylko uciekać i zostaje bez dachu nad głową. Wiem, bo uczestniczyłam w posiedzeniach takich komisji.
    Pijak to święta krowa, chory człowiek, który leczyć się nie musi, bo i po co, skoro litościwe kobiety ugotują, upiorą, dają się katować i jeszcze chcą mu dawać na wódkę zamiast dzieciom na owoce..Jaką ma motywację, by się zmienić? A psycholog mówi, by wyrzucić z domu, bo tylko od dna alkoholik się może odbić. Błędne koło…
    Pozdrawiam

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Dziękuję Ci za ten komentarz. Ja nie wchodziłam w konkrety i szczegóły, gdyż ich po prostu nie znam, nie doświadczyłam – na szczęście! To co piszesz jest rzeczywiście absurdalne, nawet obiło mi się o uszy, że istnieje coś takiego jak alimenty wypłacane przez dorosłe dziecko na ojca, kiedy ten nie ma środków do życia – nie ważne, że ten przez całe życie nie zrobił dla dziecka nic, poza przekazaniem nasienia… 😖

      Polubienie

  4. Takich rodzin jest pełno dookoła. Niestety. Pomagam w miarę możliwości takim kobietom. One o tym nie mówią, bo się wstydzą, trzeba samemu wyciągnąć rękę.
    A sąsiedzi często ślepi i głusi, gdy mąż żonę morduje. Po co się wtrącać, najłatwiej zwalić winę na 500 plus, które – tak przy okazji – wielu kobietom pomogło wyżywić dzieci, gdy mąż przepił wypłatę.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Sorry, że tak tutaj, ale jestem świeżo po lekturze „Pelargonii” 😀 Padłam! Link do strony 😀
    Panie wysiadujące na parapetach… a myślisz, że od czego moja sąsiadka zyskała przydomek „Snajper”? 😂
    Czy ja dobrze kojarzę (po twoim pierwszym akapicie), że u was na tapecie „Dinopociąg”?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Snajper – też dobre :). To był jeden z pierwszych moich wpisów chyba czwarty, chyba mój ulubiony. Jeszcze trzymał się mojego założenia, że będą to trochę wspomnienia, trochę porównania życia na wsi do życia w mieście. Pisząc o piernikach wspominałam z jaką prędkością dzieci przechodzą z tematu w temat 😁 no i przyznam że nie znam dinopociągu 🤦‍♀️

      Polubienie

  6. Ach, bo akurat w jednym zdaniu napisałaś o dinozaurach, pociągu i ulubionym serialu. A to wszystko łączy w sobie… „Dinopociąg”, tadaaam! Twojemu najmłodszemu mogłoby się spodobać. Leci chyba na „JimJam Polsat”.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s