Bo we mnie jest…

„[…] Zawsze chciałam się artystycznie wyrażać […]”

Słowa te wypowiedziała moja klientka, kiedy to robiłam jej fryzurę na bal. Tak. Może nie wszyscy wychwyciliście informację, ale jestem fryzjerką, aktualnie pracującą w domu od czasu do czasu pracującą w domu zawodowo. Czeszę, robię koloryzacje (czasem farbuję ), tnę ( obcinam tudzież strzygę – jednak „tnę” jest najfajniejsze ). Podczas pracy nie może obejść się bez rozmowy.
Taki zawód. Taka ja.
Do pełni szczęścia okazuje się, że mam tylko fajne klientki. Większość z nich to już nie tylko fajne klientki a fajne znajome, koleżanki a nawet przyjaciółki. Zatem rozmowy są szczere i o wszystkim. Mało tego! One wszystkie maja niezwykłe talenty, umiejętności, zawody , pasje. Co jedna, to lepsza! Jak nie wyskoczy z malarstwem, to wskoczy zimą do jeziora, nauczy dzieci śpiewu, tańca i różańca, wprowadzi młodych w świat teatru, zliczy faktury w pamięci, uleczy ludzkie serca – dosłownie i metaforycznie, poprowadzi wielką firmę, wyszkoli kosmetyczki, sprzeda kosmomikser, zrobi zdjęcia i napisze coś na bloga, poćwiczy lub nauczy jak uczyć ćwiczyć …  Psycholog, kardiolog, polonistka, menager, czy mama na pełen etat… Każda z nich jest w moich oczach siłaczką codzienności. Każda ma w sobie swój niezwykły pierwiastek wyjątkowości. Każda z nich jest zwyczajnie niezwykła! Moim skromnym udziałem, każda z nich, oprócz tego co ma w sobie, ma jeszcze dobrą fryzurę 😊😉 (to w ramach motywowania samej siebie).
Zatem spotykam je czasem i rozmawiamy.

Podczas tej ostatniej rozmowy obudziła się we mnie moja artystyczna dusza. (Dla uspokojenia moich klientek dodam, że oczywiście budzi się zaaawsze kiedy zaczynam pracę z ich włosami… Wyszło szczerze?) Tak więc ta dusza zaczęła bardzo głośno do mnie wołać ( ostatnio jakoś często do mnie nawołuje) , jakby moje wewnętrzne potrzeby „artystycznego wyrażania się” nagle powróciły, nagle przypomniały że we mnie coś siedzi. Przypomniały, że to co chcę wyrazić, pokazać, wcale nie musi być pożyteczne, przydatne ani praktyczne.

Tak długo zajmowałam się projektowaniem na potrzeby różnych realizacji (ubrań, fryzur, kalendarzy, logotypów) że zapomniałam, że można tworzyć dla samego tworzenia… Mało tego! To nie musi się nikomu podobać! Dopóki mi stwarza to chwilę przyjemności i satysfakcję, mogę to robić. Dopóki uda mi się wygospodarować chwilę, czasem sekundę na zrobienie zdjęcia ( i jeśli Pisklak nie porwie mi od razu aparatu) a potem dłuższą chwilę na prace przy komputerze, będę się artystycznie wyrażać. Używam do tego Photoshopa, pomimo tego iż zawsze wyobrażałam sobie siebie z ołówkiem w ręce.
Cóż, taki czas. Taka miłość.
Photoshop jest bliski memu sercu od wielu lat, ale dopiero od niedawna jest to sztuka dla sztuki. Przerabiam tylko zdjęcia wykonane przeze mnie, czasem jest to połączenie dwóch lub więcej kadrów. Wiem, że kiedyś, kiedyś, za czas jakiś będzie z tego piękny zbiór. Może będzie wystawa, może będę piła wino na wernisażu… A może nic z tego nie będzie i jak większość moich prac, trafi to głęboko w zakamarki mojej własnej pamięci.
Nie istotne .
Zbyt wiele mam przemyśleń aby ciągle rozmyślać, muszę się trochę uwolnić… Niech to będzie w ten sposób. Godzę się na to. Godzę się z potrzebą wynikającą z serca.
Abyście zrozumieli o czym do Was piszę, dzielę się kilkoma moimi pracami, kto mnie śledzi na instagramie (jestem tam od kilkunastu dni) ten już widział.

W związku z tym, że piszę trochę o miłości, to przypomnę Wam moją starszą pracę z moją miłością, moim mężem w trakcie przemiany. Kocham tego chłopa i uwielbiam to zdjęcie. Kura Pazurem

A tak mi ostatnio w duszy gra. Nie szukajcie w tym sensu. Ja go nie znajduję.

Kura Pazurem
Kura Pazurem
Kura Pazurem
Kura Pazurem



Tak z innej beczki…
Dziękuję moim sąsiadom, za to że nie zadzwonili po straż pożarną, kiedy ja gotowałam dziś obiad. Cóż… jeśli wpada się na pomysł nie zdrowego dania, ono samo próbuje ten pomysł spalić na panewce… Próba auto destrukcji nie powiodła się. Dymiący garnek wyniosłam na ogród, a wiatr pięknie ten dym wdmuchiwał mi do mieszkania i zadziwiające, że mięsko nadal się smażyło, aż zmieniło się na węgiel. Szczęśliwie wrzuciłam tam tylko kilka kawałków, w miarę szybko zorientowałam się, że to nie działa jak zimne pierogi na gotujacą się wodę, oj nie… Reszta stripsów smażyła się już odpowiednio i było pysznie, tylko bardzo zimno – znaczy w mieszkaniu po wietrzeniu.
Udanego dnia zakochanych życzę tym co zakochani ❤️ i co uważają, że to święto warte zachodu 😉


Według mnie warte… 😆❤️🐔

4 myśli na temat “Bo we mnie jest…

  1. Śliczności na zdjęciach, ślicznościowy ślubny, nie wyczaiłam, że w TYCH usługach robisz, bosh, jak mi brakuje dobrej pani od bałaganu na głowie, moja uciekła za miasto i kawał czasu jestem niezagospodarowana, i takoż wszystkiego naj z okazji Dnia…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s