Białe szaleństwo.

Spakowałam walizki i wyjechałam.

Kuro Matko, jak to brzmi… Jakby to wszystko zajęło mi kilka chwil. Prawda jest taka, że cały dzień pakowałam, ponieważ do spakowania były rzeczy dwóch nastolatków, jednego bobasa i moje. Pakowanie się na zimowy wyjazd zajmuje nie tyle czasu co miejsca. Wszystko jest wieksze, grubsze i jakby więcej. Same kurtki i kombinezony zajęły jedną torbę potem ubrania, kosmetyki, leki, książki, zabawki, poduszki ( nie ruszamy się bez własnych Jaśków)… Za każdym razem pociesza mnie myśl, że nie muszę jechać pociagiem a do tego mam kombi. Damy radę, zmieścimy się.

Tym razem sytuacja troszkę jakby napięta, ponieważ jedzie z nami babcia…

Kogucik, widząc ile jest uszykowanych rzeczy, zapytał:

-Mamo. A jeśli babcia przywiezie tyle bagaży, że się nie zmieści, to co zrobimy?

-To babcia będzie musiała z czegoś zrezygnować – odpowiedziałam bez namysłu.

-Ale ty jej nie umiesz odmawiać.

-Zobaczysz.

Szczęśliwie babcia przywiozła tyle, na ile jej pozwoliłam. Kogut jakoś to upchnął i mogliśmy ruszać. Nie musiałam babci niczego odmawiać i syn nie miał okazji widzieć mojego nowego oblicza 😉

Za kierownicą ja. Obok babcia (znaczy moja teściowa). Z tyłu Kurczęta-Chłopięta. Przed nami 530 kilometrów.  W bagażniku chyba cały dobytek. W pamięci widok zaśnieżonej zakopianki. Tuż pod skórą dobry nastrój a gdzieś w mózgu lekko tlący się niepokój… czy wszystko będzie dobrze?

Dam radę. Kto, jak nie ja?

Trasa była super. Wszystko szło jak po maśle. I nawet pięciokrotne zatrzymywanie się na siusiu nie wydłużyło zbytnio podróży. Po siedmiu godzinach jedliśmy już obiad u babci ( znaczy mojej mamy).

Następnego dnia staliśmy na stoku w pełnym rynsztunku, gotowi do białego szaleństwa. Ja z Kogucikiem już potrafimy, więc mogliśmy od razu zjeżdżać, natomiast Kurczak zaczynał pierwszą lekcję. Moja siostra umówiła go z instruktorem, o którym powiedziała, że to oaza spokoju i chyba nigdy w życiu nie podniósł głosu… po cichutku liczyłam na to, że jakoś zniesie podniesiony głos Kurczaka. Zostawiłam ich samych a sama oddałam się przyjemności, jaką są dla mnie narty.  Czasem tylko, przejeżdżając obok,  zerkałam czy instruktor nie płacze lub czy nie ucieka… Był dzielny i do tego skuteczny.

Po chwili warunki zrobiły się takie, że gdyby nie ta wykupiona lekcja, uciekłabym ze stoku w mgnieniu oka. Wiało i sypało z każdej strony. Świata nie było widać. Mimo to wytrwaliśmy. Na myśl przychodziła scena z filmu „Happy Feet. Tupot małych stóp”, w której męskie pingwiny stoją dzielnie z jajkami, wśród zamieci śnieżnej – kojarzycie fragment? Było identycznie ( tylko jajek nie musieliśmy pilnować ) Na stoku zostaliśmy my oraz jeden inny instruktor z uczniem. 

Kura z Kogucikiem

Jeśli Kurczak przetrwa pierwszą lekcję w tak ekstremalnych warunkach, to nabierze odporności i już nic go nie złamie – tak myślałam.

Kolejny dzień. Sytuacja taka sama. Śnieg, wiatr, stok, narty i Kura z uśmiechem pod maską. 🙂  Cieszyłam się jak dziecko. Po drugiej lekcji, Kurczak zjechał z nami kilkakrotnie, całkiem samodzielnie. Sukces ! Radość tym większa, że czekałam na to chyba pięć lat – mniej więcej tyle lat był zablokowany na jazdę na nartach, po pierwszej w życiu próbie. Jeździłam tylko z Kogucikiem. Od teraz będziemy robić to razem. Za rok, dwa nauczymy Pisklaka  i już w ogóle będzie bajka !  🙂 

Bukowina Tatrzańska – łatwo poznać 😀

Dzień trzeci. Słońce, lekka odwilż… Stok – zmrożony.  Kurczakowi starczyło zapału do pierwszego upadku, Kogucikowi na jeden zjazd. Ja potrzebowałam jeszcze kilku zjazdów aby ochłonąć po krzykach i awanturze jaką urządził mi  Kurczak. Nie rozumiałam skąd nagle taka słabość i nieporadność u niego, skoro całe dwa dni kochał narty i uwielbiał je i były najbardziej superowym zajęciem na świecie. 

Wieczorem leżał już z gorączką, kaszlem i zawrotami głowy. I nawet się nie dziwię, nawet nie jestem rozczarowana sytuacją. Mając trójkę dzieci, trudno o wakacje bez wizyty u lekarza. Tak to już jest. 

Więc mamy przerwę w sporcie.

Kogucik urzęduje z kuzynami, trochę na górkę, trochę do lasu, trochę drzewa na opał przyniosą, trochę więcej przed konsolą posiedzą… Kurczak spędził dzień w łóżku, trochę z książką, trochę z telefonem, trochę z telewizorem… Mam wrażenie, że wszyscy są zadowoleni. 

Pisklak w igloo przed domem

Ja z Pisklakiem sobie spacerujemy. Czasem babcię zaangażujemy, czasem drugą babcię, czasem dziadka, czasem psa… Na sankach, w igloo, na traktorze, w śniegu, na śniegu, ze śniegiem, pod śniegiem, jedząc śnieg… Wszyscy są zadowoleni. 

Rzeka Biały Dunajec
Pisklak zasypia zasypany

Poczekamy aż Kurczak wydobrzeje i po weekendzie spróbujemy znów z nartami a póki co na luzaku, z rodziną, bez pośpiechu, bez napinki. Mam ten komfort, że będę tu jeszcze cały kolejny tydzień. 

Rzeka Biały Dunajec

W niedzielę, w okolicy odbędzie się „XXIII Parada Gazdowska”. W programie tradycyjnie parada gazdowska i kumoterska oraz zawody w skiringu, ski-skiringu oraz wyścigi kumoterek. To miejscowe, tradycyjne zawody, z których obiecuję zdać krótką relację i fotorelację – jeśli oczywiście okoliczności pozwolą mi uczestniczyć w tej imprezie.

Ps. Radzę sobie na mojej wsi 🙂 ❤ Post powstał w poczekalni do lekarza 🙂

19 myśli na temat “Białe szaleństwo.

  1. Ja już trzeci tydzień chora, rzygająca, śpiąca i nie do życia (a weź to wytłumacz pełnemu energii dwulatkowi…).
    Zazdroszczę Ci jak cholera!

    I czekam niecierpliwie na obiecaną relację!

    Polubienie

    1. Współczuję. Dwulatek nie rozumie, chociaż zrozumie wszystko inne …
      Mam nadzieję, że jutro dotrę na imprezę i że telefon nie.zamarznie – niestety jedyną rzeczą o jakiej zapomniałam jest aparat fotograficzny 😕

      Polubione przez 1 osoba

      1. No właśnie, niby sporo rozumie i wiele można mu wyjaśnić, ale co z tego, jak i tak wymaga wciąż stałej uwagi i gotowości do zabawy 😉

        Trzymam zatem kciuki za żywotność telefonu, bom strasznie ciekawa tej imprezy 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  2. Podniosłaś mnie na duchu swoim pełnym humoru wpisem. Cudne te dzieci, kiedy uczą się jeździć, a tak niedawno (? ) w Białce patrzyłam, jak Starszy zjeżdża, miał 5 lat.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  3. A jednak znalazłaś czas na nowy wpis (szkoda tylko, że w trudnych okolicznościach). Cudownie tam macie, bardzo zazdroszczę ❤ Mam nadzieję, że Kurczak czuje się już lepiej i wybraliście się dzisiaj na paradę i zawody. Pozdrowienia i również czekam na relację 😘

    Polubione przez 1 osoba

  4. Jakie cudowne sanki!!! Chciałabym, żeby mnie ktoś w takich powoził!
    Ja dobrze wspominam stok Małe Ciche ale nie założę już nart, boję się ;D

    Polubienie

          1. Taka jesteś!! Ja to wiem, nic Ciebie nie złamie. Poradzisz sobie w każdej sytuacji. Choć nie znaczy, że nie potrzebujesz wsparcia, przytulenia i zaopiekowania

            Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s