„Mamo nie ma Baby” – czyli kończymy ten rok z pluskiem.

Bardzo, ale to bardzo chciałam napisać jeszcze w tym roku. Jednak taki poświąteczny czas, nie wnosi wiele w ekspresję dnia codziennego. Katar zatkał nie tylko nos, nie tylko zatoki, ale cały mózg dokładnie zakorkowany – myśl mądra, analityczna, ani subtelna, ani zabawna nie była w stanie wydostać się na zewnątrz.

Rozglądałam się wokół. Szukałam. Skoro nie własne przemyślenia, to może chociaż rodzina wniesie coś na koniec roku do mojego bloga. Jakieś tchnienie, jakieś życie.

Nic.

Kilka dni podobnych do siebie. Pisklę chore, kaszlące bez energii i chęci. Tylko farby i bajki. Przecież nie napiszę o tym, że malował, że całym ciałem malował, że na kartkach formatu A0 nie starczało mu miejsca i musiał po podłodze, po drzwiach i za kanapą – to nikogo nie zachwyci! Każda rodzina zna takie chwile. Farbki akwarelowe, wyciskane z tubki fascynują dwulatka, ale czy zainteresują moich czytelników? Nawet jeśli te małe stópki przebiegły po „obrazku” i zrobiły pieczątki po podłodze, jeśli te małe delikatne rączki tak otrzepywały pędzelek z wody, że zbiły szklankę i co za tym idzie, rozlały wodę, nawet jeśli ta słodka buzia mówi, że dzieło które powstało to „mama” a dziełem tym jest czarno-zielona plama… Czy to jest materiał na bloga? Hmm…

Dzisiaj. Przebiegle schowałam farby i kartki jeszcze wczoraj wieczorem – a nuż się uda. Nie udało się. Około jedenastej była pierwsza kąpiel pofarbkowa, po której (szczęśliwie) zapał artystyczny przygasł, można było odpocząć – jak to przy niedzieli. „Bajka jypka” zapewniła kilkadziesiąt minut relaksu („bajka jypka” – czyli bajka o rybce , „jypka jypka” – to będzie szybka rybka).

W mózgu moim korek jakby zmalał ( doniesiono mi, że przeniósł się na Zakopiankę) , jednak ciało ciągle nie rwało się do tańca… a tu obiad trzeba zrobić, goście się zapowiedzieli – wypadałoby jakoś godnie ich przyjąć… Energii starczyło na pozbieranie zabawek i ogarnięcie kuchni, obiadu nie będzie. No nie ma opcji ! Post! ( nie post jako wpis a post jako post – że niby będziemy pościć) No nie, nie łykną tego… Chłopiska w silnej fazie wzrostu bez obiadu – kóń by się uśmiał. Ale jest nadzieja dla mnie. Bogowie Kucharze Olimpu mnie uratują, ten bar z jedzeniem na wagę już nie pierwszy raz postawił nas wszystkich na nogi.

O Kuro Matko! Wiem, że nie byliśmy tam dobre pół roku, ale moje Kurczęta wbiegły tam jakby pierwszy raz w życiu widziały tyle jedzenia na raz. Fakt, obiad godzinę później niż zwykle, no ale bez przesady! Chłopięta! Trochę Kurtury!

Hałasują, gadają, nabierają takie ilości, że muszę interweniować… oczy rozbiegane, ślina prawie wycieka na brodę, gorączka, drgawki i zespół niespokojnych nóg …

Proszę im wybaczyć.

To nie z braku dobrego wychowania – wszyscy wiemy, że wychowuję ich najlepiej jak potrafię, mądrze i z kurturą! To przez lazanię. Podobno robią ją tam pyszną ( nie wiem, nie jadam, nie robię, tudzież nie rabiam ) Dobrze wiemy jak działa na Garfielda… to na pewno przez lazanię!

Nagle …

Lazania trafia do dzioba … jednego … drugiego … Najmniejszy dziobek zatkał się marchewką … jedzą …

Chwilo trwaj!!!

Nie mówią, nic nie chcą, nie pokazują, nie szturchają … jedzą … cisza …

Jakie to byłoby idylliczne, gdyby w takiej ciszy i spokoju dobrnąć do końca roku. Przecież to już w godzinach się liczy! Mogłoby się udać! Popadłam w totalną zadumę. Delektowałam się, rozmyślałam nad urokiem tej sytuacji, trwała i trwała …

To było najmilsze pięć minut z całego dnia!

Ten sobie przypomniał, że można mówić między kęsami a za moją głową widniała doskonała reklama i koniecznie trzeba było to przedyskutować, drugi oświadczył, że lepszą lazanię i tak robi babcia a trzeci pokazał ,że marchewka jest pod stołem i że ręką jest wygodniej a tam dalej jest autko i karuzela i statek i … cały świat trzeba zobaczyć i skomentować a najlepiej wszyscy na raz… ( Gdyby kto pytał, to Kogut spał w domu po „nocce”, więc nie mógł mnie uratować, a na pewno bardzo by chciał ). Jak zwykle przeżyłam, chociaż biorąc pod uwagę stan mojego organizmu, to nie wiem jakim cudem.

Kilka godzin później siedziałam już przy stole z moimi gośćmi. Ciocia z wnuczką ( a wnuczka taka, że nogi po szyję, włosy po dupę a oczy na pół twarzy – piękne stworzenie u progu dorosłości – ehhh ) uwielbiają mojego Pisklaka, więc jakby wokół niego całe spotkanie się toczyło i nie miało znaczenia, że w pewnym momencie był już w kąpieli. Jeśli jest jego pora, to żadne czynniki zewnętrzne go nie powstrzymają. W związku z tym, że Pisklak ma znacznie więcej fanów, a najwierniejszymi są moi Rodzice, po chwili rozległ się dzwonek Skype’a. Jak co wieczór chwila z Babcią i Dziadkiem, skądinąd cudowny wynalazek, ( znaczy Skype, ale Babcia i Dziadek też 😉 ) którzy, podejrzewam źle sypiają, jeśli z nim nie porozmawiają.

Pisklak w wannie, goście przy stole, goście w łazience, ja raz w łazience , raz poza łazienką, chłopięta to u siebie, to przy stole, to z ciastkiem, to z herbatką, Babcia w telefonie, Dziadek w telefonie, pies w telefonie, każdy z każdym, wszyscy się znają, wszyscy rozmawiają…

-Ale pokażcie nam jeszcze Pisklaka.

-To porozmawiaj sobie jeszcze z Babcią a ja zaraz do Ciebie wracam…

-Mamooo! Nie ma Baby!

Zastanawia mnie tylko jedno: jaki widok miała moja mama, gdy dziecię moje wzięło telefon z półki na wannie i wsadziło pod wodę między kolanka… ???

Ps. Jestem dziewczyną ze wsi, ale doskonale radzę sobie w metropolii! Nawet jeśli czasem mogłoby się wydawać, że z czymś sobie nie radzę, to tylko tak się wydaje – radzę sobie doskonale! I tej wersji będę się trzymać!

Ps.2. Telefon leżakuje w ryżu – kurczak mój mi tak doradził – we will see …

Ps.3. Post staro-roczny o podsumowaniach i o postanowieniach powstanie, albo nie … we will see …

21 myśli na temat “„Mamo nie ma Baby” – czyli kończymy ten rok z pluskiem.

  1. Ale się uśmiałam, więcej takich postów co to nie masz na nie pomysłu. Ryż powinien pomóc, moja przyjaciółka w ten sposób uratowała telefon, który jej wpadł do kibelka… A to duża dziewczynka jest, nie dziecko bynajmniej. Szczęśliwego Nowego Roku:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. 🙂 Okazuje się, że życie pisze lepsze scenariusze niż nam się wydaje 🙂 Dodam, że ciocia mi się dziwiła, że się śmieję a nie złoszczę na sytuację z telefonem… ale gdybyście widzieli jego minę, radość 100%… 🙂 😀 😀 🙂

      Polubienie

  2. Co za przygody, jednak życie podsuwa najlepsze blogowe tematy, więc z wypiekami na twarzy czekam na kolejne.

    A ten plusk to na szczęście, żeby w nadchodzącym roku Wam wody nie zabrakło 😉 Zatem, niech Wam się Kochani szczęści w Nowym Roku! 😘

    Polubione przez 1 osoba

  3. Szczęśliwego Nowego życzę Tobie i całej wspaniałej Rodzince, a Pisklakowi dodatkowo punkt za kreatywność.Niech dom pełen gwaru i życia dalej będzie tak radosny jak dotychczas.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Kochana, posłuchaj ekspertki od topienia telefonów. Idź do salonu i kup nowy🤣😂🤣😂😜😘😘 moim nic nie pomogło, jeden wodował w basenie, drugi napił się soku a trzeci wylądował w pralce… Choć wszystkie siedziały w ryżu, żaden nie wystartował po kąpieli… Do siego Roku!!!

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Acha! Czyli sposobem na chwilę spokoju jest te dzieci po prostu PRZEGŁODZIĆ a potem relaksować się jak jedzą dłuższą chwilę! Nigdy nie pomyślałam o tym, że moje Paszczaki może są po prostu przeżarte i mają za dużo siły 😀

    Telefon w 2019 też planuję zmienić ale mój nie musiał przeżywać żadnych wypadków, od początku był jakiś zepsuty…

    Szczęśliwego 2019 dla całego kurnika! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. Wiesz, jeśli ktokolwiek kiedykolwiek ośmieli się powiedzieć Ci, że sobie nie radzisz (z takim ogarnianiem życia codziennego z trójką dzieci, na przykład), to wyślij go na krótką rekonwalescencję do mnie. Nie jest daleko, mieszkam „pod” Twą metropolią. Gwarantuję, że delikwent już nigdy przenigdy nawet nie odważy się POMYŚLEĆ, że TY sobie nie radzisz! 🙂

    Świetny wpis, uśmiałam się setnie!

    Wszystkiego dobrego w nadchodzącym (ha, to już za chwileczkę dosłownie) roku 2019!

    Polubione przez 1 osoba

  7. Hahahaha! Przepraszam, ale to mój jedyny komentarz 😂
    Może jeszcze dodam, że gdy Tamaluga była z babcią na Skypie, a to było na etapie odpieluchowania. Wyszłam do kuchni, a ona w tym czasie zeszła z nocnika. Babcia: Tamaluga, wracaj na nocnik! I Tamaluga, choć bardzo zdziwiona, na nocnik grzecznie wróciła. Stwierdziłam, że to idealna niania na odległość. Gdy w pobliżu nie ma wanny pełnej wody, rzecz jasna.:-D

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s