Czas najwyższy zmienić męża!

Kiedyś pokusiłam się o wypowiedzenie słów przysięgi małżeńskiej. Mówiłam je prosto w błękitne oczy tego wystraszonego chłopaka, który kilka miesięcy wcześniej z tym samym błękitem i chyba jeszcze większym lękiem w oczach zapytał mnie: ” Czy chciałabyś zostać moją żoną? ”

Przed tym pytaniem padło jeszcze jedno, równie ważne: „Czy mogłabyś odłożyć na chwilę te ogórki? Chciałbym Cię o coś zapytać. ”

Kto wie, czy nie było ważniejsze? 😉 No bo co by to było, gdybym na ten przykład, nie odłożyła tych ogórków, gdybym burknęła do niego, coś w stylu „mizerie robię!” albo ” lepiej nie pytaj tylko mi pomóż!” ? No co by to było?

Mógłby się przestraszyć na dobre, albo zawahać, zwątpić… a to był ten moment. Zebrał się w sobie, w przypływie odwagi ( albo jakiejś innej pomroczności jasnej ) i postanowił zapytać, dobrowolnie, bez żadnego przymusu ( dobrowolnie i bez przymusu – tej wersji się trzymam 😉 ), o losy swojego życia. A czy miałby nadal tę samą odwagę po mizerii? Czy obierając te ogórki, nie naszłaby go refleksja, że własnie w to się pcha? W mizerię?

Mógłby się przestraszyć na dobre, albo zawahać, zwątpić…a to była ta chwila. Ten przypływ męstwa, miłości i oddania się dobrowolnie w sidła małżeństwa. Czy po ogórkach zapytałby o to samo? A może po prostu o nic by już nie pytał, tylko wróciłby do kolegów, do rodziny, do swojego miejsca na ziemi… Może nie idealnego, ale takiego, które już zna i którego nie musi się od nowa uczyć, poznawać, próbować rozumieć. Miejsca za którego losy nie musi brać odgórnej odpowiedzialności…

Resztę ogórków obrałam i pokroiłam już z pierścionkiem zaręczynowym na palcu.To była najlepsza mizeria jaką kiedykolwiek zrobiłam, nie pamiętam jak smakowała, nie pamiętam czy w ogóle ją jadłam, ale to mizeria którą zapamiętam do końca życia.

Poznański chłopak, który wpadł mi w oko już w pierwszych tygodniach mojego miejskiego życia, a który związał się ze mną dopiero dwa lata później, a następna dwa później był już moim mężem, do dzisiaj lubi mizerię 🙂 . Nie mam pojęcia, dlaczego tak rzadko ją robię. Może z szacunku do sentymentów ? A może dlatego, że czas najwyższy zmienić męża?

Kocham Go! To jest niepodważalna kwestia! Ale czy to wystarczający powód, aby nie myśleć o zmianie? Przecież zmiany są potrzebne, dla zdrowia psychicznego, dla własnego rozwoju, dla nowych doświadczeń. Uparcie tkwić przy tym samym, to swego rodzaju stagnacja, to ograniczenie, które nie przystoi otwartej na świat osobowości, światłemu i kreatywnemu umysłowi.

Kiedy bliżej poznawałam mojego obecnego męża, byłam już nieźle zadomowiona w Poznaniu. Niewiele sytuacji miejskiego życia wprawiało mnie w zakłopotanie, czy poczucie bezradności. Całkiem sprawnie odnajdywałam się w tej niezwykłej przestrzeni, co nie znaczy, że przestałam błądzić w gęstwinie ulic – to zostało mi do dzisiaj, mam na myśli to, że zaczynałam czuć się dobrze w miejskim zgiełku i zaczynałam dostrzegać plusy życia tutaj. Niewątpliwie chłopak z samego serca miasta, był jednym z najważniejszych powodów, dla którego na dobre zaakceptowałam mój wybór. Ostatecznie więc, nie wróciłam na wieś po zakończonych studiach. Będę Panią z miasta…

„…Ni ma to jak babie w mieście,
Nic nie robi ino se śpi.
Chłop pokupi automaty,
Co wypierom syćkie smaty…”

Trebunie Tutki śpiewali, a ja słuchałam… kto wie, czy gdzieś podświadomie nie uwierzyłam w tę teorię 😉 Nic nie będę robić tylko sobie spać, a wszytko inne zrobią za mnie automaty.

Podświadomie…

Świadomie to ja podjęłam decyzję zamążpójścia, jednak nieświadoma, jak rzeczywiście wygląda rzeczywistość. Matulu Kwoko! Zbyt zagmatwane? Chodzi mi o to, że chyba żadna z nas, rozmyślając i marząc o małżeńskim życiu, nie zastanawia się nad kwestią sprzątania, gotowania, prania, bólach rodzenia i stanach rozczarowania. Będąc u progu „kurowania” ( od słowa kura, w domyśle domowa ) wyobrażamy sobie sielankę, miłość wylewającą się oknami, drzwiami i balkonem też, wspólne wieczory wypełnione romantyzmem, świece, wino, dobry film, seks pełen namiętności w dzień i w nocy. Wyobrażamy sobie, że u boku tego człowieka czeka nas spokojne życie i dożycie spokojnej starości.

Wyobrażamy sobie…

Rzeczywistość troszkę jakby ogranicza naszą wyobraźnię, sprowadza ją z podniebnych lotów, gdzieś na wysokość pośladów, tudzież dokładnie między nie. Mówiąc dosadnie, rzeczywistość ma w dupie nasze marzenia.

Ona mówi wprost: weź się do roboty, ugotuj obiad, ogarnij dom, chłop wróci z pracy zmęczony, głodny, nie w głowie mu świece a wina nie lubi. Piwo można wstawić do lodówki to się ucieszy. Film, chętnie obejrzy! Może coś z Jackie Chanem albo Seagalem? Romantycznie? No będzie, będzie – tylko spójrz jakie piękne mordobicie, aż się wzruszyć można.

Rzeczywistość mówi: w ciąży jesteś, pracy nie znalazłaś, więc mąż weźmie nadgodziny, fuchy po robocie, co z tego że czujesz się samotna, kogo to obchodzi? Przecież miłością się nie najecie, za patrzenie sobie w oczy pieluszek nie kupisz… a za samotność i owszem… Mąż pracuje, zarabia na życie – nie może być w dwóch miejscach jednocześnie. Tak, tak wiemy, ty też pracujesz, dorabiasz, szyjesz po nocach, ale czemu się dziwisz Kuro!? Co ty chciałaś szyć przy dziecku? A kto się nim wtedy zajmie? Babcia? Przecież ona ma swoje życie, nie będzie nad twoim się rozpływać. Drugie dziecko? Weź nie przesadzaj, to tylko troszkę więcej obowiązków, kilka godzin mniej snu w tygodniu. Kilka złotych więcej potrzebujecie, to mąż zostanie kilka godzin dłużej w pracy – proste. Zmęczona? Czym? Przecież mieszkasz w mieście! Masz pralkę, za moment dorobisz się zmywarki. Samo się nie chce załadować? Trzeba wyjąć też osobiście? Ale ciesz się że są pampersy, wyobrażasz sobie pranie tetrowych pieluch? Ile to życia zbierało ! A ty masz dobrze, ty mieszkasz w mieście, nie musisz zamiatać „koło ścion”, do krów nie musisz, okna tylko cztery do umycia.

Tak, tak wiemy, ty też pracujesz, dorabiasz, szyjesz po nocach, projektujesz, zdjęcia obrabiasz i jeszcze tę szkołę fryzjerską sobie w weekendy wymyśliłaś – no to jak ty chcesz być wypoczęta? Jak ty chcesz być u boku męża w miłosnych uniesieniach? Kiedy? Przecież mąż nie będzie za ciebie robił tego co do ciebie należy. Owszem czasem posprząta kuchnię ( Matulu -serio sprząta czasem kuchnię, jak to dobrze że w mieście żyję, na wsi to nie widziałam chłopa, który by kuchnię sprzątał – może Trebunie Tutki mieli jednak rację co do pani z miasta ), czasem z dzieciakami się zabawi, często zakupy zrobi, ale przecież nie zrobi wszystkiego tak jak ty.

Co z tego, że otworzyłaś salon fryzjerski? Co z tego, że przestałaś szyć po nocach a zaczęłaś czesać po dniach? Co to zmienia? Porywasz się z motyką na słońce! „Dobry fryzjer to musi być otwarty od ósmej do dwudziestej „, a ty zamykasz o osiemnastej? Aha! Masz dzieci? Musisz z nimi pobyć, posprzątać, ugotować… a jak chore będą ? Co z klientkami? Rzeczywistość mówi: lekko nie będzie, sama w tym wszystkim nie dasz rady. Męża masz dobrego! Przecież pomaga! To on zrobił ci salon, płytki, panele położył, ściany pomalował – wszystko sam! Skarb nie chłop! Mało ma dla ciebie czasu? No nie dziw się Kuro, skoro ciągle każesz mu remonty robić, szafki naprawiać, dziury w ścianach wiercić. Jak on ma mieć siły na miłosne uniesienia. On najlepiej się zrelaksuje z kolegami, na bilardzie albo jakim innym piwku. Od czasu do czasu każdemu się należy. Tobie też? E no bez przesady! Trzeba się zastanowić kto więcej pracuje, najprościej to sprawdzić kto więcej zarabia -ten więcej pracuje. Nie? Ach nie płacą ci Kuro za pracę w domu, opiekę nad dziećmi i niespanie w nocy? Twoja nocka, to nie nocka w robocie, to zupełnie nie to samo. Wyrwiesz się któregoś dnia z koleżankami, nie bój się, trafi się i tobie ( jak ślepej kurze ziarnko 😉 ) tylko uważaj, nie zaśnij nad szklaneczką wina, może to zostać źle odebrane. Nikt nie pomyśli, że jesteś zmęczona, tylko że jesteś upita w trupa. A to już nie wypada! Może jednak nigdzie nie wychodź. W domu się wina napij, koleżanki zaproś, wtedy nie ma problemu z opieką nad dziećmi – już większe są, noce przesypiają, a ty masz dwa w jednym, koleżanki i dzieci. Toż to idealna sytuacja, uwielbiasz i jedne i drugie, po co to rozgraniczać? Nie uchlej się, bo dzieci, ale przecież najważniejsze, że jest relaks, jest wyrwanie się z codziennej rutyny.

I ta rzeczywistość tak gada do ciebie na każdym kroku!

A gdyby ją tak uciszyć? Zamknij się na chwilę, bo nie słyszę własnych myśli… własnych marzeń! One przecież znów mogą pofrunąć. Firma działa, klientek co raz więcej, finansowo dobrze, mąż też w końcu na swoim.

Układa się.

Dzieci podrosły, jakoś tak fajniej, lepiej, spokojniej w domu. Zdarza się czasem chwila z mężem… ramiona ma silne a te oczy takie błękitne jak kiedyś…

Halo! Tu rzeczywistość! Kuro zejdź proszę na ziemię, ponieważ trzeba urodzić trzecie dziecko! Przypomnę ci jak to jest z tymi nieprzespanymi nocami, pieluszkami i odpowiedzialnością za maleństwo. No już już! Zamknij firmę, pozbądź się złudzeń i szybciutko do domu, do kuchni, do pralki. Trebunie Tutki jednak niewiele wiedzą o automatach – ich obsługa to zbyt proste zajęcie, mąż ma zbyt rozwinięty umysł, ogarnie komputer, wyrzynarkę, podnośniki i koparki, ale nie pralkę – musisz sama…

Czas najwyższy zmienić męża!

Męża, tego zapracowanego człowieka (o błękitnych oczach), który sypia w moim łóżku, jest ojcem moich dzieci i panem mojego serca. Męża, który zapomina o tym, że nie praca i pieniądze czynią z niego mężczyznę, a jego dom i rodzina, które przez te kilkanaście lat budował u boku żony. Że najważniejsze są Kurczęta i czas jaki dajemy im, ponieważ dziećmi są tylko raz, więc nie warto marnować czasu, nie będzie powtórki… i żona… ona pozostaje nią tylko u jego boku. Bez niego będzie tylko zwykłą Kurą Domową, Kwoką…

Muszę zmienić męża.

Parafrazując Poniedzielskiego powiem: mężczyzny nie zmienisz, chyba że zmienisz mężczyznę , ale to nic nie zmieni… 😉

Mimo to, próbuję zmienić męża. Tak troszkę tylko, ponieważ ostatecznie to kocham go takim jakim jest… Ale troszkę więcej go chcę, troszkę dla mnie, troszkę dla dzieci… Praca nie jest najważniejsza. Spokój, relaks, uśmiech – wszystko to samo przyjdzie, jeśli zrównoważymy czas pomiędzy nią a odpoczynkiem. Zrozumienie przyjdzie, jeśli zaczniemy wsłuchiwać się w potrzeby nasze, naszych dzieci. Frustracja minie, jeśli zdamy sobie sprawę z różnic jakie są pomiędzy tym czego oczekuję, a tym co wydaje się innym, że oczekuję. Tylko rozmowa i wyraźne określanie potrzeb daje szansę na spełnienie tych potrzeb.

Może jednak, nie powinnam zmieniać męża…

On sam powinien się zmienić. I tylko jeśli zechce. Jeśli zechce spojrzeć na siebie przez pryzmat potrzeb własnej żony.

Zmiany są potrzebne, dla zdrowia psychicznego, dla własnego rozwoju, dla nowych doświadczeń. Uparcie tkwić przy tym samym, to swego rodzaju stagnacja, to ograniczenie, które nie przystoi otwartej na świat osobowości, światłemu i kreatywnemu umysłowi.

piotrrrr
fot. i obróbka Kura Domova

Zrobię mizerię…

Pogadam z mężem, opowiem mu o moich myślach, przypomnę mu, że jest błękitem mego życia… A zmiany może zacznę od siebie, to niełatwe, nadal ciut jestem zmęczona, ale spróbuję. Fajnie jest gdy jest fajnie, ale jeszcze fajniej jest gdy jest fajniej. Hmm, to mi na koniec wyszła jakaś taka kurza mądrość. 😉

Ps. Radzę sobie w metropolii. Nie szukam nowego męża, tylko wyciągam ze starego wszystko co ma w sobie najlepsze ❤

7 myśli na temat “Czas najwyższy zmienić męża!

  1. Musze przyznać, że się uśmiałam. Nie wiem z czego. Może ze wspomnień. Takie same plany miałam od początku małżeństwa. Też tak gdakałam. Plany, plany i po planach. Co z tego wyszło po 20 latach? Heh, no mniej więcej to, co u Ciebie. Postanowiłam zmienić siebie, skoro mojego koguta nie mogłam. Ale z tego coś wynikło nie tylko dla mnie samej. Mój kogut też się zmienia. Sam z siebie najwyraźniej. Bo to chyba jest najlepsza zmiana. Mówią że zmieniając siebie zmieniamy tak naprawdę cały świat. No i ten mój świat się zmienia. 😉 Więc to najwyraźniej działa.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Jakoś tak dzisiaj wróciłam do tego tekstu i dopiero przeczytałam ten komentarz. Trochę późno, ale lepiej późno niż wcale 🙂 Mam nadzieję, że praca nad sobą, zmiana siebie i zmiana męża 😉 nadal trwają – bo to praca bez końca jest 😉 Pozdrawiam serdecznie

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s