Dramatyczne wspomnienie z dzieciństwa vs gówno w jakie wdepnęłam w dorosłości.

Byłam wesołym, szczęśliwym dzieckiem. Razem z innymi spędzaliśmy całe dnie bawiąc się wokół domu, wspinając się na drzewa, czasem po jabłka, czasem po orzechy a czasem tak po prostu aby na nie wejść i jak to w moim przypadku zwykle bywało – z trudem z nich zejść. Chodziliśmy nad rzekę, gdzie budowaliśmy tamy z kamieni albo szałasy w młodych olchach. Latem, kiedy nie musieliśmy iść do pracy w polu, najlepsze rzeczy i tak działy się „na polu” ( pamiętajmy, że to południe Polski, tam nie wychodzi się „na dwór” a do pracy w polu nie wykorzystuje się dzieci, ale dzieci wymagają opieki, więc są z rodzicami a przy okazji pomagają w drobnych czynnościach ). Bawiliśmy się z dzieciakami z sąsiedztwa ale często też z przyjezdnymi, z turystami. Każde lato przynosiło nowe znajomości ale i każdego lata cieszyło mnie, kiedy wracali znajomi z poprzedniego roku, starsi, odmienieni i wiedziałam wtedy, że i ja trochę się zmieniam. Moje dzieciństwo, rodzina, sąsiedzi, turyści, drzewa, rzeka, zwierzęta – wszystko to było naturalne. Drzewa stały ( nie dostrzegałam wtedy, że rosną), rzeka płynęła ( zastanawiałam się czasem dokąd się tak spieszy) . Obecność zwierząt na podwórku była tak samo naturalna jak turyści spacerujący po wsi. Sąsiadki wpadały bez zapowiedzi, do rodziny szło się gdy przyszła na to ochota, nikt nie planował spotkań, nie umawiał się z tygodniowym wyprzedzeniem. Każda porządna Kura Domowa była gotowa na niezapowiedzianych gości.

Miałam sześć albo siedem lat kiedy pojawił się w moim życiu. Było upalne lato, dni mijały radośnie. Pamiętam jak się pojawił u cioci wraz ze swoim rodzeństwem. My, dzieciaki cieszyliśmy się – zawsze to jakaś odmiana, ale ciocia była pełna lęku i obaw.  Mieszkaliśmy z ciocią dom w dom, więc jej życie było jakby naszym życiem i na odwrót. Nie rozumiałam jej uprzedzeń, w końcu byłam dzieckiem, miałam prawo nie rozumieć. On nie był dzieckiem, zdecydowanie nie, chociaż zachowywał się jak szczeniak. Wyróżniał się od innych, był czarny… Oczy miał równie czarne i błyszczące. Patrzyłam na niego i nie przeczuwałam nadchodzących kłopotów. Gdy on na mnie spojrzał, czułam jakby się we mnie zakochał, wierzyłam głęboko swoim dziecięcym sercem, że mnie kocha. Tak było! W końcu to mnie wybrał do swoich niecnych zabaw… a może to ja wybrałam jego? Nie pamiętam jak do tego doszło. Nie ważne co robił i tak ciągle wierzyłam, że mnie kocha, nawet wtedy gdy „dla zabawy” podarł mi sukienkę, nawet wtedy gdy przygryzał mi nadgarstki, gdy drapał … Zastanawiałam się czasem, czy taki ktoś ma uczucia, ale on robił wszystko abym żyła w przekonaniu, że ma… Dziś jestem pewna, ze tak właśnie było.

Kiedy kilka lat później zabił go Niemiec z sąsiedztwa, długo płakałam, stojąc w śniegu przesiąkniętym jego krwią… Jak gdyby to mi wbito kły w serce…

Nie był najmądrzejszy, nie należał do delikatnych, ale miał ogromne kochające serce. Nazwaliśmy go Niger ( jakże inaczej miał się nazywać taki smolisty czarnuch – i nie mówcie mi tu o poprawności politycznej – czarny był, Nigeria jest czarna, więc był Niger ) . Zamieszkał z nami. Wszyscy go pokochali, chociaż narwaniec był z niego straszny. Bardzo szybko urósł ale do ostatnich dni zachowywał się po szczeniacku. Jego ulubionym zajęciem ( poza dręczeniem mnie i rozrywaniem mojej spódnicy ) było bieganie za samochodami. Nie raz kończyło się to dla niego dramatycznie, ale za każdym razem wychodził z tego cało. Goiło się jak na psie. W tamtym czasie pojawiła się też ona, Nora – polubili się, ale nie byłam zazdrosna. Okazało się, że Nora jest w ciąży. Nie wiem, czy to on miał być ojcem, ale ona została …

Owej zimy, potężny i wściekły Owczarek Niemiecki, zerwał się z łańcucha ( pewnie pierwszy raz w swoim życiu był na wolności ) zaatakował Norę a Niger stanął w jej obronie. Był od niego o połowę mniejszy, w końcu był tylko zwykłym kundlem, (którego zabraliśmy od cioci gdy jej suczka się oszczeniła). Podobno był dzielny i bardzo długo walczył. Nikt nie potrafił ich rozdzielić. Niger został zagryziony przez psa sąsiada. W nierównej walce, w obronie suczki – przybłędy Nory.

Czy pies potrafi kochać? Czy można kochać psa? Oczywiście! Nie odkryłam tu żadnej Ameryki . I nawet teraz, po tylu latach, pamiętam ten ogromny smutek po jego stracie.

Z czasem pojawiały się inne psy, ale jakieś pechowce, każdy kończył swój żywot przedwcześnie. Może dlatego, przez lata, wypracowałam system obronny i przestałam się do nich przyzwyczajać, unikałam sytuacji w której zakochuję się w psiaku ,chyba z obawy przed bólem jaki później towarzyszy stracie…

Decydując się na życie w wielkim mieście, do głowy mi nie przyszło, aby zmienić mój stosunek. Pies w mieszkaniu nie wydawał mi się szczęśliwy. Dzisiaj wiem, że bywają szczęśliwe nawet w małym mieszkaniu, ale to znów wymagało kilku lat doświadczania, spotykania i poznawania rodzin psolubnych . Mimo wielu kontaktów z takimi, i pozytywnych obserwacji, ja osobiście nadal nie mam i raczej nie będę miała czworonoga w domu.

Tak więc jestem tu. Sama. Bez psa, bez chłopaka, z teczką pełną rysunków i bagażem dziewiętnastoletnich, życiowych doświadczeń, chodzę ulicami miasta. Jak wiecie z poprzednich wpisów ( a dokładniej z tego tutaj ) , ciężko mi patrzeć pod nogi, bo zazwyczaj jestem z głową w chmurach. Nieświadoma kolejnych miejskich zagrożeń. Zagrożeń, które czyhają dosłownie na każdym kroku, na każdym rogu, na każdym chodniku a ich epicentrum jest w centrum. W najpiękniejszej części Poznania, czyli na Starym Mieście. To tutaj można nieźle wdepnąć. I wierzcie mi, że ten bagaż życiowych doświadczeń jest za mały aby się przed tym uchronić. Kiedy pierwszy raz się wdepnie, w człowieku rodzą się tak podłe uczucia, tak wulgarne słowa cisną się do ust, wściekłość aż kipi w człowieku… Kiedy się wdepnie w gówno, trudno iść dalej, trudno się go pozbyć.

Nie rozumiałam, dlaczego w takim pięknym miejscu jest tyle gówna na ulicy. Psie kupy, nie raz sprowadzały mnie z chmur na ziemię. Pewnie większość z was zna to uczucie,  kiedy nagle wpadasz w lekki poślizg… wrrrr , i wtedy uczucia do piesków jakby bledną. Miłość jakby słabnie. Ale, ale !!! Na wsi też były psy… Gdzie się podziewały ich kupy? Nigdy w żadną nie wdepnęłam. Na ulicy to i owszem, można było spotkać krowi placek albo końskie pączki…ale jakoś nie kojarzę psich. Hmm? Nie wiem, może po prostu wiejskie psy nie mają w zwyczaju robić na ulicy ? Taki wiejski pies poleci gdzieś w ustronne miejsce, albo do obory? A tutaj? Tutaj, miejski pies zrobi tam, gdzie mu to umożliwi jego pan. A zatem, po przemyśleniu, nie złościłam się już na psy. Moja wściekłość szła prosto w twarz ( wyobrażoną sobie przeze mnie, najgłupszą z możliwych) , twarz właściciela czworonoga. No jak taka twarz może wyglądać? No głupio i tyle, zwłaszcza głupio wygląda, kiedy się jej zwróci uwagę – na co nigdy nie miałam odwagi ). Często widziałam na własne oczy i wierzcie mi nie raz to była twarz młodej ładnej kobiety, albo eleganckiego starszego pana, nie raz chłopaka w dresiku z wygoloną głową, albo kobiety nadszarpniętej wiekiem, petem i wódeczką. Nie ma reguły. Nie można przewidzieć, kto tym razem nie sprzątnie po swoim psie. Zapewne dla pewnej grupy jest to standard, głęboko wierzę, że dla pozostałych to jednorazowe przypadki, kiedy to na przykład nie starczyło im woreczków … Tak czy inaczej problem jest śmierdzący.

Człowieku!

„Sprzątaj po swoim psie ! Ja w to wchodzę ! ” 

Jestem tu już prawie dwie dekady, zauważyłam że problem jakby troszkę się zmniejszył, jakby świadomość właścicieli była większa. Miasto od czasu do czasu, wspiera albo inicjuje akcje uświadamiające. Niestety to nadal spory problem, w który można wdepnąć.

 

Ps. Radzę sobie w metropolii…

Wkurzały mnie kupy w centrum, więc wyprowadziłam się na obrzeża… tutaj kupy wkurzają jakby mniej 😉

3 myśli na temat “Dramatyczne wspomnienie z dzieciństwa vs gówno w jakie wdepnęłam w dorosłości.

  1. Przez pierwsze zdania Twojego wpisu nie miałam pojęcia, że chodzi o psa. I aż się za twarz złapałam myśląc, że ktoś Cię molestował… AUĆ!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s