Pelargonia rozkwita na przystanku.

  • Co ma piernik do wiatraka ?

Rzuć takim pytaniem w stronę swojego kurczaka, a na pewno usłyszysz odpowiedź. Nie tłumacz mu , że nie oczekiwałaś odpowiedzi – próżny trud! Kurczak odpowiedź ma już gotową. I w zależności od wieku kurczaka, będzie ona bardziej lub mniej złożona. Dowiadujemy się zatem, że wiatrak miele mąkę a z mąki robi się pierniki. Wiem, wiem – wiatrak tylko wprowadza w ruch ,kamień młyński coś tam ,coś tam i nie mąkę a ziarno…Ja to wiem! Kurczak wie to w skrócie. I tylko na wstępie. Nie zdążysz mrugnąć a będziecie już przy wodzie na młyn,albo przy torcie bezowym, który to jest pyszniejszy od piernika a co bardziej wygadany osobnik, doprowadzi Cię do dinozaurów, pociągu czy ósmego odcinka ulubionej bajki. Kurczaki tę zdolność rozwijają od pierwszych zdań złożonych wypowiedzianych z własnej woli. Zatracają gdzieś w okresie dojrzewania, chociaż znam takie przypadki, którym zostało do dorosłości ( chyba płeć tutaj odgrywa ważną rolę 😉  )

Ale co ma piernik do wiatraka? Przecież tytuł mówi o kwiatkach. Dojdziemy i do nich.

Wróćmy do czasów, kiedy jako młoda kura ze wsi odkrywam miejskie życie. Mieszkam w kamienicy ( zmieniam te kamienice jak rękawiczki, ale to chyba temat na osobne pisanie, o pierwszej z nich było tutaj ) i nie boję się już tramwajów. Jeżdżę nimi, a co za tym idzie stoję czasem (czasem siedzę) na przystankach. Oczekiwanie na tramwaj to raczej nudne zajęcie. Pamiętajmy , że są to czasy, w których nie mam smartfona, nie sprawdzę sobie poczty, fejsa ani jutuba. A w  związku z tym, że nie wyrosłam z choroby lokomocyjnej, nie zabieram ze sobą książki, ponieważ i tak nie przeczytam nic podczas jazdy, a na przystanku zazwyczaj nie stoi się zbyt długo. Zazwyczaj… Czasem można utknąć. Więc czekam.

Czekam.

Na takim przystanku często spotykam innych ludzi. Też czekają. Są na przystanku, więc jakby rzecz oczywista. Czekają. Często można spotkać starszą panią lub pana (starsi mają taki przywilej, że mogą jeździć za darmochę, więc sobie jeżdżą – miły ten Poznań dla starszych) . I taka pani, bardzo często nie czeka tylko na tramwaj, ona czeka na sposobność, na kontakt wzrokowy i już Cię ma i już opowiada. A nie! To jeszcze nie teraz. Teraz, to ja nie jestem jeszcze kurą domową, przecież w jej oczach jestem tylko młodą kozą co to nie ma nic mądrego do powiedzenia, więc i mądrze nie jest w stanie wysłuchać opowieści miłej pani. Więc tylko się przyglądają i Bóg jeden wie co taka pani czy pan o mnie może myśleć.

Na wsi, u mnie jest inaczej. Starsza pani,  sąsiadka zagai nawet do młodej kozy. Wiek nie ma znaczenia. Do każdego można się odezwać. Zapytać o pogodę, znaczy ustalić aktualny stan rzeczy, upewnić się że zjawiska meteorologiczne odbieramy tak samo. Mijając się na ulicy, prawie zawsze pada pytanie z sugestią odpowiedzi: „do szkoły?” , „do sklepu?”,  „do kościoła?” Te krótkie formy są wyczerpujące. Wszyscy wiemy, że spotkana starsza pani zna aktualny dzień tygodnia oraz porę dnia i nie zapyta w sobotę o szkołę ani w tygodniu o kościół. Zatem zazwyczaj odpowiada się grzecznie: „no” i obie strony oddalają się zadowolone. Gdyby sytuacja miała miejsce na przystanku tramwajowym ( trudno o takie na wsi, więc myślimy o miejscu w którym dwie osoby nie przemieszczają się i są skazane na dłuższy kontakt ze sobą) , starsza pani ze wsi zaczęłaby od pytania: „czyjaś ty? ” I wierzcie mi lub nie ale gdyby to było nawet za siódmą miedzą, w oddalonej wsi , ona i tak dojdzie do tego „czyjaś ty”. Znajdzie kogoś z twojej rodziny, kogo doskonale zna. Opowie ci kilka szczegółów z życia twoich przodków o których  nie miałaś pojęcia albo ostatecznie okaże się że to wy dwie jesteście daleką lub bliską rodziną. Takie panie wiedzą wszystko. Znają wszystkich we wsi, wiedzą kto, z kim,  gdzie i kiedy.

Miasto daje możliwości. Tutaj mogę być anonimowa. Tutaj starsza pani nie zapyta mnie „czyjaś ty?” a nawet jeśli by wpadła na taki pomysł, to i tak nie dojdzie do źródeł. Patrzy na mnie,na  przystanku i nic o mnie nie wie. Czasem rozpoznajesz w niej starszą panią z na przeciwka. Która to całymi dniami zdobi parapet swojego okna. Zdobi własną osobą rzecz jasna. Kwitnie tam, jako ten najżywszy kwiat wśród wszystkich pelargonii jakie wyrosły w parapetowym korytku. Pelargonia. Oto miejska odmiana wiejskiego monitoringu. Zapewne nie ma zasięgu na całe miasto ale zdolności ma równie niezwykłe co jej wiejska wersja. Wie co i kto po sąsiedzku. Wie czy listonosz już szedł i czy kotka z piwnicy będzie miała młode.

san-cesareo-1008185_1280

Kiedy po kilku latach z młodej kozy zmieniłam status na kurę domową a potem na kwokę, moje możliwości w mieście znacznie się powiększyły. Stojąc na przystanku z Pisklakiem lub Kurczakiem stałam się odpowiednią osobą do której można zagadnąć. Moje notowania wzrosły. I tak jak z przyjemnością zamienię kilka zdań z miłą, mądrą staruszką ( są takie, są i to sporo ) , tak  trochę mniej przyjemnie jest z Pelargonią. Schodzi ona czasem z parapetu. Nauczona doświadczeniem wie, że nikt (oprócz innej Pelargonii) nie będzie z nią gadał, gdy na nim kwitnie. Siada na ławeczce i czeka ( czasem sobie myślę, że ona nie czeka na tramwaj, tylko na mnie) . Gdy nadarzy się sposobność – zaczyna. Pozornie zadaje pytanie ( zazwyczaj dotyczy ono Kurczaków) , ale tylko pozornie, ponieważ tak na prawdę jest to „link do strony” . Spojrzałam na nią, usłyszałam pytanie, to tak jakbym kliknęła na link. Strona się otwiera i już wiem. Wiem jak jej córka doskonale gotuje, wiem jakie wnuczek ma talenty jak często jada, gdzie siada a jak z krzesła spada. Za drugim mrugnięciem oka już wiem o zarobkach syna za granicą i studiach drugiej córki, trzeciej kuzynki pierwszego męża. Za trzecim mrugnięciem, następuje wzmianka o tym, że drugi syn miał trochę mniej szczęścia, bo żona jego bałagan ma taki straszny… Zastanawiam się jakim cudem to słyszę, jak to się stało i „co ma piernik do wiatraka” ? Uśmiecham się, podziwiam… Pani zasługuje na medal, jak nic to wszystko jej zasługa! To Pelargonia podlewana odżywką, czymś w rodzaju: „nie mów nikomu, co się dzieje w domu” – chyba, że stworzysz sobie świat idealny, to mów ,mów, mów. Zdarzają się też Pelargonie podlewane nawozem, i nawet jeśli po nim urośnie tak bardzo, że z trudem mieści się na parapecie, to nawóz ten ma w sobie „jak żyć, jak żyć ? ” Schemat wyświetlania „linku do strony” jest podobny ale zawartości z goła inne. Tu boli w krzyżu, w boku i w kroku ( nie może zrobić kroku 😉 ) , leki drogie, syn dobry chłopak ale lubi się napić, a emerytura mała, bo mąż wojskowy był ale umarł, będzie już ze dwanaście lat jak go pochowałam… Uśmiecham się smutno, współczuję… Pani dałabym bukiet kwiatów i podzieliła się wypłatą ( gdybym ją miała ) .

Kiedy ten tramwaj przyjedzie? No kiedy? Kiedy?

Przyjeżdża z piętnastominutowym opóźnieniem, ulga – zaraz będzie po wszystkim. Wsiądę , ona zostanie…O  nie! Ona wstaje, czekała na ten sam tramwaj. Z uśmiechem na twarzy mówię: nie nie, ja czekam na piątkę, miłego dnia! I zostaję jak to cielę, z obawy że Pelargonia będzie chciała rozkwitać też w tramwaju.

Ps. Radzę sobie co raz lepiej. Dzisiaj już wiem, że nie warto zostawać na przystanku – Pelargonie się namnażają, przed Pelargonią nie ucieknię 😉

 

 

2 myśli na temat “Pelargonia rozkwita na przystanku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s