Pluskwa milenijna

Wyobrażacie sobie świat bez internetu? Pytam tych młodych, którzy to nie pamiętają czasów, w których go nie było.

Kończył się rok, kończył się wiek ( co za fart, że znalazłam się w takim momencie na osi czasu). Wszędzie mówiło się o „pluskwie milenijnej”. O magicznej, albo raczej technicznej, elektronicznej, jakiejś zero jedynkowej sile, która zresetuje komputery, zawiesi systemy – jednym słowem: kaszana! Gdy tylko zegar wybije godzinę 00:00 i zacznie się rok 2000, komputery oszaleją. Z wiedzy jaką posiadam wynika, że pluskwa nie dała rady. Wszystko działało. Internety przeżyły i rosły w siłę.

Niemniej jednak w tamtym czasie dostęp do sieci był zdecydowanie ograniczony. Ja praktycznie go nie miałam. Poznań przywitał mnie jesienią owego magicznego 2000 roku. Miałam przy sobie telefon komórkowy (Motorola – piękna, ogromna i miała antenkę) ,z którego korzystałam tylko w sytuacjach koniecznych, ponieważ rozmowy kosztowały majątek. Oczywiście, można się domyślić, że inni mieli lepiej, do wielkomiejskiej ludności wszystko dociera szybciej. Czasem rozmyślam nad tym jak potoczyłoby się moje życie gdybym już wtedy wpadła w sieć.

Rozmyślam…

Dochodzę zawsze do tego samego wniosku. Nie byłoby mnie tu, gdzie teraz jestem. Będąc w sieci, uciekałabym do życia z przeszłości. W chwilach kryzysu, kiedy tęsknota za domem doskwierała a miasto stawało się obce i wrogie, uciekałabym do tego co znane, przyjazne. Pewnie przesiadywałabym na „fejsie ” i pisała ze znajomymi z moich stron. Szukałabym pociechy w przeszłości. Znam siebie – wiem, że tak by było.

Nie mając takiej możliwości, pozwalałam się wyciągać na miasto przez inne młode kozy ( musiałam! bez zwierząt jest słabo 😉 ). Wychodziłyśmy do ludzi. Poznawałyśmy ich w realu. Bawiłyśmy się i nikt tego nie filmował, nie fotografował i nie publikował w sieci ( matko kochana! jakie to szczęście 😀 ). Poznań mówi na to „balety”. Chodziłyśmy na balety, czasem balety przychodziły do nas 😉 (raz nawet poszłam na prawdziwy balet do Teatru Wielkiego na „Greka Zorbę” – niezwykłe doświadczenie) . Zamiast rozmazywać się w przeszłości, szukałyśmy koloru życia na daną chwilę. Ważna była teraźniejszość. Ważna była rzeczywistość. I nawet jeśli teraz ,ktoś mi zarzuci, że przecież właśnie teraz to robię, pisząc bloga, wspominam dawne czasy, i korzystam z sieci, jestem przekonana, że teraz to co innego. Teraz jest mój czas na refleksję, na analizę, aby odpowiednio pokierować moimi Kurczakami. Aby w dobrym momencie otworzyć skrzydła i wypuścić. Z nadzieją, że Kurczakami są tylko do chwili, gdy Kwoka rozkłada nad nimi skrzydła. Z nadzieją,że pradziadek miał rację nazywając ich „Orlętami” ( oj …mokre oczy mi się zrobiły…dziadek był najmądrzejszy na świecie). Gdy stajemy u progu dorosłości, gdy zaczynamy budować własną historię, na własną odpowiedzialność i na własnych doświadczeniach ( na własnych błędach – a jakże! ) , musimy stanąć przed światem twarzą w twarz a najlepiej z kimś bliskim u boku. Z przyjacielem, z koleżanką – nie ze znajomym z „fejsa”. Doświadczać!

Włos mi się jeży na głowie , gdy widzę w jakim kierunku zmierza życie. Jak trudno dziś młodym podnieść wzrok z nad telefonu. Jak trudno im poznawać świat poza ekranem komputera. I tak sobie czasem myślę ,że ta pluskwa milenijna mogłaby wrócić. Przyjść na chwilę i zresetować system. Uwolnić młodych z sieci…

Ps. W noc sylwestrową z 1999 na 2000 była widziana w Bukowinie – znaczy Pluskwa Milenijna – odziana w długi kożuch z kołnierzem i były tej nocy niezłe „dżezy” … 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s