Jak patrzeć pod nogi z głową w chmurach?

Przychodzi taki moment, kiedy wiesz, czujesz (gdzieś między klatką piersiową a potylicą), że musisz poznać świat, że jesteś na to gotowa, bo przecież masz już 19 lat i to jest „twój czas”. Dasz radę dziewczyno! Przecież coś co wypełnia twoje myśli,zaraz zacznie się realizować. A więc… ( tak podobno nie należy zaczynać zdania) A więc co? A więc skoro potrafisz o czymś myśleć to potrafisz też tego dokonać? Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz to zrealizować? Nagle okazuje się , że jesteś w (naprawdę!) dużym mieście! Mało tego, okazuje się, że jego rozmiar ma znaczenie ( chociaż już wtedy słyszałam, że rozmiar nie ma znaczenia, nie do końca jeszcze rozumiejąc o co chodzi 😉 ) Rozmiar miasta ma znaczenie…i wszystko co za tym idzie. Determinuje twoje zachowanie, nastawienie…Zmienia wiejską pewność siebie w miejskie zagubienie…

Ale, ale! Zgubiłaś się? To czas się odnaleźć! Głowa do góry! ( no i tu zaczyna się problem… 😉 )

Rozmiar miasta! Albo lepiej ROZMACH miasta… . Co prawda nie jest to Nowy Jork, ale też nie Nowy Sącz, czy Nowy Targ – miasteczka do których było mi znacznie bliżej z mojej wsi. Miasteczka, które można ogarnąć nie tylko myślą, ale i samą sobą. Poznać ulice, miejsca i jakoś tam sobie pomału żyć. Nie! Mi było tam zbyt blisko, zbyt normalnie… Wówczas „małomiasteczkowo” mi się nie podobało. Wybrałam duże , polskie miasto. Daleko od mojej przyjaznej, oswojonej wioski. Już pierwszego dnia w Poznaniu (ot co – moje wielkie miasto) wiedziałam, że łatwo nie będzie. Młoda, wiejska dziewczyna, tylko z pozoru jest gotowa odkrywać świat. Miasto! To serio spore miasto.

Jak mam patrzeć pod nogi z głową w chmurach? No jak?

I nie chodzi tylko o to, że byłam romantyczną duszą (do dzisiaj nią jestem), ani o to, że miałam o sobie artystyczne mniemanie ( z tym mi nieco przeszło). Chodziło o moje życie! To biologiczne. I tak, jak umiałam się zachować względem samochodów, tak tramwaje były trochę większe i trochę się ich obawiałam. Można by to porównać do bydła rogatego. I tak: samochód to krowa – duża, może zrobić krzywdę, ale mama nauczyła jak się z nią obchodzić, więc sobie radzę, prowadzę, do domu przyprowadzę ( no wiadomo o co chodzi, przecież nawet mieszczuch domyśli się , że ani krową nie jeżdżę ani w domu nie trzymam. Z pola do szopy). Tramwaj z kolei to byk – większy, silniejszy i na pewno może zrobić krzywdę. Nie ma znaczenia ile razy mama mówiła jak do niego podejść, żeby bydlaka napoić ( z karmieniem było łatwiej, bo siano niosłam na widłach, więc czułam się uzbrojona) za każdym razem podchodziłam na miękkich nogach. Bałam się skurczybyka. Tak samo bałam się tramwajów. Bałam się, że wlezę jak cielę pod koła i koniec. A wszystko przez samoloty. No przecież w mojej wiosce latały wysoko, wysoko małe ślady na niebie. Tutaj? Startują i lądują gdzieś na skraju miasta, widać i słychać je wyraźnie. Potężne maszyny, których nie umiem przyrównać do żadnego zwierzęcia hodowlanego! I tak chodziłam z głową w chmurachpatrząc z podziwem na samoloty, co utrudniało patrzenie pod nogi. I to jest moje najsilniejsze wspomnienie z pierwszego tygodnia w wielkim mieście. Aż raz usłyszałam od lekko wstawionego, zaprawionego w wielkomiejskich bojach, dżentelmena: jak leziesz krowo! Samolotu żeś nie widziała? I tym sposobem, zabierając mi cielęce porównanie awansowałam na krowę ( kurą zostanę kilka lat później) która uszła z życiem z pod kół bydła żelaznego. Sprowadziło mnie to trochę na ziemią. I tak jak jak ogarnęłam pojenie naszego bydlaka, podając mu wiadro z wodą na widłach, tak nabrałam dystansu do tramwajów przyglądając im się z okna kamienicy ( o niej będzie na pewno w kolejnych postach). Z czasem zaczęłam nawet do nich wsiadać. Ba! Nawet zrozumiałam plan miasta i plan linii tramwajowych. Może dla mieszczucha to „śmiech po pachy” ale dla wieśniaczki takie umiejętności są jak nowe możliwości, jak głęboki oddech, jak wiadro wody dla byka… To znak, że damy radę, że przeżyjemy w tym mieście kolejne dni a może nawet dłużej… Szczerze mówiąc, wtedy myślałam, że jak skończę te moje wymarzone studia, to wrócę do domu, i poszukam porządnego męża ze wsi , ponieważ wizja wielkomiejskiego życia szybko przestała mnie cieszyć. ehhh

2 myśli na temat “Jak patrzeć pod nogi z głową w chmurach?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s